Zmarzlik myślał, myślał i wymyślił. Ciężka sytuacja tarnowian

Po całkiem niezłym początku GRUPA AZOTY Unia Tarnów ostatecznie przegrała na własnym torze z CASH BROKER Stalą Gorzów 38:52 i w znaczący sposób osłabiła swoją pozycję w walce o utrzymanie w PGE Ekstralidze. Gorzowianie w niedzielę byli zdecydowanie szybsi od gospodarzy i teraz ze spokojem mogą patrzeć w stronę rudny play-off.

Po piątkowym remisie z FOGO Unią Leszno trener Stanisław Chomski wreszcie mógł odetchnąć z ulgą. Jego ekipa rządziła i dzieliła na torze w Tarnowie. – Bardzo się cieszymy ze zdobytych punktów. W pierwszej serii trochę ich potraciliśmy, ale bardzo szybko wyciągnęliśmy wnioski i zadziałała komunikacja w drużynie. Byliśmy zespołem bez słabych punktów – powiedział na pomeczowej konferencji szkoleniowiec wicelidera PGE Ekstraligi. Chomski z uznaniem wypowiedział się także o zachowaniu Artura Mroczki w jednym z kluczowych momentów dla losu rywalizacji. – Przełomowym momentem był na pewno 11. bieg, kiedy jadącemu na prowadzeniu Arturowi Mroczce wybuchł silnik. To była bardzo niebezpieczna sytuacja. Szczęście, że nikomu nic się nie stało. Artur błyskawicznie zmienił tor jazdy. Ten wyścig nas podbudował, a gospodarzy podłamał – stwierdził.

Świetny występ po raz kolejny zaliczył Bartosz Zmarzlik, który obok Krzysztofa Kasprzaka był niekwestionowanym liderem gości. Sam zawodnik przyznał, że przed meczem bił się z własnymi myślami. – W drugim biegu już mi się jechało bardzo dobrze. W pierwszym? Nie wiem, przegrałem ten start, a Kenneth jechał bardzo dobrze. Czułem się bardzo szybki na tym torze i wygrywałem już później wszystkie biegi, chociaż dużo rozmyślałem przed tym meczem, bo ja w Tarnowie nigdy wielkich zdobyczy nie miałem. Dwa lata temu zrobiłem „dychę” i pamiętam, że byłem wtedy bardzo szczęśliwy – wspominał wychowanek gorzowskiego klubu.

Zupełnie odmienne nastroje panują dziś w obozie tarnowskim. Beniaminek PGE Ekstraligi potrzebował punktów, aby realnie myśleć o pozostaniu w najlepszej żużlowej lidze świata. Trener Paweł Baran nie szukał przyczyn porażki w długim rozbracie z rozgrywkami. – Trudno winić przerwę wakacyjną. Każda z drużyn miała ją praktycznie taką samą. Nie możemy się tym usprawiedliwiać – zaznaczył. – Gratuluję gorzowianom, bo nie mieli dzisiaj słabych punktów. No, może poza pierwszą serią, gdzie jeszcze wszystko dobrze się dla nas układało. Kenneth Bjerre i Nicki Pedersen nie mogli dzisiaj wyjść ze startu, a przy bardzo szybkich gorzowianach porażka w tym elemencie była decydująca. To jest sport i walczymy dalej, choć jest nam coraz ciężej. Każdy z nas chciał dzisiaj zdobyć dwa punkty – dodał lekko przygaszony.

Jeśli można mówić o jasnych punktach w drużynie GRUPY AZOTY Unii to z pewnością byli nimi junior Dawid Knapik i Peter Kildemand, który najwyraźniej powoli dogaduje się ze swoim sprzętem. – Starliśmy się z całych sił, żeby dzisiaj pokazać się z dobrej strony i wygrać mecz. Jesteśmy rozczarowani, że tak się to potoczyło. Mój sprzęt spisywał się dziś już nieco lepiej niż w minionej części sezonu, ale wygrywamy jako drużyna i przegrywamy jako drużyna, więc w pełni nie mogę być z tego zadowolonym – przyznał Duńczyk.

fot. Paweł Wilczyński