Patykiem po torze #3: drobni ciułacze kontra boss zza biurka

Minęło trochę czasu od kontrowersyjnej wypowiedzi Andrzeja Witkowskiego, nawiązującej do mentalności i charakteru polskich żużlowców. Nie zabierałem głosu w tej sprawie nie tylko dlatego, że mój głos zniknąłby w chórze głosów potężnych i szanowanych, ale również dlatego, że chciałem zastosować w praktyce zalecenia, by z głupotą nie polemizować, by głupocie pozwolić myśleć, iż jej prawdy są niepodważalne.

Zmarzlik trzy lata temu zdobył brąz, a teraz walczy o utrzymanie w ósemce. Dudek rok temu był wicemistrzem, a teraz rywalizuje ze Zmarzlikiem o utrzymanie. Wyskoczył ostatnio Janowski, co nie zmienia mojego zdania o naszych zawodnikach. Mają mentalność drobnych ciułaczy, a ja wolałbym, żeby mieli mentalność mistrzów świata – Andrzej Witkowski dla WP SportoweFakty.pl

Nie chcę zarzucać byłemu prezesowi związku motorowego złej woli, czy braku zrozumienia istoty sportu, ale też nie mogę obiecać, że koniec końców taka będzie konkluzja tego felietonu. Rozumiem rozgoryczenie tego wpływowego Polaka w świecie sportów motorowych, wszak wszyscy życzylibyśmy sobie, by nasi rodacy dzielili i rządzili na każdej płaszczyźnie speedway’a, ale jak ktoś kto spędził tyle lat na salonach nie może pojąć, że po prostu dana era może należeć do wybitnej jednostki. I jak może nie przyjąć do wiadomości, że tą jednostką może być ktoś innej narodowości niż polskiej.

Nie oznacza to, że polscy żużlowcy mają „mentalność ciułaczy”. Nie świadczy to również o braku determinacji, chęci zwyciężania i przełamywania własnych słabości. W erze żużla wyrównanego, żużla zmierzającego w stronę F1, gdzie coraz większą rolę odgrywają detale techniczne nie można oczekiwać, że dana osoba będzie triumfować wszędzie, gdzie się da.

Bo czy jest ktoś w stanie wskazać żużlowca, który zwycięża w każdych zawodach, w których bierze udział? Obawiam się, że będzie ciężko podać nazwisko tego współczesnego terminatora.

Jeśli żużel się wyrównał, jeśli zawodników jeżdżących na coraz wyższym poziomie jest więcej i więcej, to jak nasz polski ex-boss może zarzucać polskim żużlowcom brak charakteru? Wspomniałem wcześniej, że Pan Andrzej spędził dekady na salonach, może właśnie w tym jest problem? Może bankiety, papierki, biurka i spotkania odebrały Panu Andrzejowi zdolność prawidłowego rozeznania w świecie sportu? Może duch sportowej rywalizacji nie nawiedza już Pana Andrzeja i dlatego tak trudno mu zajrzeć do głębi współczesnego speedway’a?

Swoją drogą, w jakiejś części muszę zgodzić się też z moim innym ulubionym ekspertem – Janem Krzystyniakiem. Żużel traci kolory. Oczywiście, prędkość robi wrażenie. Poświęcenie, ryzyko, refleks – to wszystko jest pasjonujące i wciąż chylimy głowy przed żużlowcami. Ale w mojej ocenie, brakuje gdzieś tych dawnych emocji. Brakuje mijanek i brakuje iskier między zawodnikami. Teraz, gdy panowie mają chęć pogadania na torze, albo poklepania po kaskach – nie mogą. Pojawiają się ochroniarze, dyrektorzy, eksperci od marketingu i rozdzielają dżentelmenów, by przypadkiem nie siać zgorszenia. A przecież o to w tym wszystkim chodzi. Przecież ci ludzie wyjeżdżają na tor i nie mają pewności w jakim stanie z niego wrócą. Czy to takie dziwne, że emocje odgrywają wtedy wielką rolę?

Co mamy zapamiętać z tych czasów? Piękne ujęcia w telewizji, czy niezwykle błyskotliwe wywiady rozgrzanych redaktorów? Szczerze mówiąc, wolałbym zobaczyć to, co naprawdę dzieje się w głowach żużlowców. Chciałbym zobaczyć z jakimi trudami muszą się zmagać i chciałbym także, by powróciły te wielkie jednostki, które swoimi charakterami przyciągały kibiców na wszystkie stadiony. Ale tym, którzy rywalizują obecnie i krok po kroku realizują swoje marzenia nie możemy przypisywać miana maminsynków bez odpowiedniego podejścia do sportu, bo po prostu – wystawiamy swoją opinię na śmieszność.

Michał Patyk

fot. Marcin Karczewski / Speedway Ekstraliga