Protasiewicz: jeszcze nie zostaliśmy w ekstralidze

Dzięki wygranej z GRUPĄ AZOTY Unią Tarnów Falubaz Zielona Góra przedłużył swoje szanse na pozostanie w PGE Ekstralidze. Team Adama Skórnickiego czeka jeszcze dwumecz barażowy z drugim zespołem Nice 1. LŻ. – Drużyny z pierwszoligowej czołówki to naprawdę mocne drużyny – mówi w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl kapitan zespołu Piotr Protasiewicz.

Rafał Martuszewski: – Przed meczem z tarnowianami sporo mówiło się o wielkiej presji w waszym zespole. Czy rzeczywiście teraz odetchnęliście z ulgą?

Piotr Protasiewicz: – No nie oszukujmy się. Jedna drużyna przedłużyła swoje szanse na pozostanie w PGE Ekstralidze. Wiedzieliśmy o co jedziemy i jaki jest ciężar gatunkowy tego meczu. Spotkały się dwie najsłabsze drużyny tego sezonu, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Nie będę tu jednak kamienował siebie, czy swojego zespołu. To jest sport i nie zawsze jest okej.

– Pan jednak udźwignął ten ciężar.  

– Przychodząc do Zielonej Góry w 2007 roku utrzymałem w barażach zespół praktycznie w pojedynkę. W niedzielę nie chciałem dokładać cegiełki do spadku z PGE Ekstraligi, więc bardzo mi zależało. Ciśnienie było odczuwalne od kilku dni, ale udało się. I to jest najważniejsze. Choć powtarzam – jeszcze jest baraż.

– Kibice docenili postawę Piotra Protasiewicza. Po meczu mogliśmy usłyszeć głośne „kapitan, kapitan!”. Budujące?

– No niestety byłem na kontroli dopingowej, już nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach. Nie wiem kto to losuje, ale chyba powinienem zagrać w totka. Także z tego powodu nie mogłem wyjść do kibiców, ale czułem ich wsparcie przez cały sezon, nawet wtedy, kiedy nadszedł kryzys i za to im bardzo dziękuję.

– Trener Adam Skórnicki powiedział na pomeczowej konferencji, że dopiero na dwa ostatnie biegi wasz tor był taki jak powinien być. Zgadza się pan z tym?

– Uważam, że tor od początku meczu był bardzo dobry, powtarzalny, taki jaki mieliśmy na treningach w czwartek i piątek. To jest podstawa. Ja bym tutaj już nie drążył, nie szukał. Uważam, że wszystko było bardzo dobrze i działało tak jak należy.

– Z perspektywy czasu ten sezon był dla Falubazu słaby, a przecież przed sezonem na papierze drużyna wyglądała na dość mocną ekipę…

– Może nie bardzo mocną, ale drużyną która mogła powalczyć.

– W takim razie czego zabrakło?

– Brakło po prostu formy zawodników. Generalnie każdy z nas jechał słabszy sezon. Nie ma co czarować, nie było tak, że dwóch jechało rewelacyjnie, a dwóch przysłowiowy „piach”. Kiedy ja miałem słabszą formę, koledzy jechali lepiej i odwrotnie. Nie doszukiwałbym się tutaj drugiego dna. Tak to się dla nas poukładało. Ten sezon sportowo nie jest taki jaki byśmy chcieli, żeby był. Walczymy o utrzymanie i to też jest ważne, aby się ewentualnie przygotowywać do przyszłego sezonu.

– Ma dla was jakiekolwiek znaczenie z kim pojedziecie w barażu?

– No ja bym tu nie chciał wskazywać żadnej z drużyn.

– Ale chyba będziecie śledzić finałową rundę w Nice 1. LŻ?

– Oczywiście, że będziemy śledzić. My nie zostaliśmy jeszcze w PGE Ekstralidze. Są jeszcze dwa mecze przed nami. Drużyny z pierwszoligowej czołówki to mocne zespoły i ja bym tutaj nikogo nie lekceważył. Mamy miesiąc przerwy i w tym czasie musimy utrzymać formę sprzętową i jeździecką.

– Żeby podtrzymać formę trzeba jeździć. Będą dodatkowe okazje?

– Na szczęście jest liga szwedzka, być może będziemy mieć jakieś mecze kontrolne. Wszystko po to, by podtrzymać ten jeździecki wigor.

– Nie sposób zapytać pana o przyszłość. Prowadzi pan już rozmowy z klubem o startach w kolejnym sezonie?

– Ja nie wiem jak się to wszystko potoczy. Nie wiem czy będę jeździł w Zielonej Górze w przyszłym roku. Mam kontrakt ważny, ale nie ma kontraktu, którego nie można rozwiązać. Na razie jednak tematu za bardzo bym nie drążył, bo teraz myślimy o barażach. To jest nasz cel. Po 7. października będziemy wiedzieli jaka jest sytuacja i co robić dalej.

fot. Michał Szmyd / Speedway Ekstraliga