Śląski należał do Madsena. „Przeszedłem długą i ciężką drogę”

To był jeden z najlepszych weekendów w karierze Leona Madsena. W sobotę, wygrywając w cuglach finałową rundę Speedway European Championship na Stadionie Śląskim w Chorzowie Duńczyk przypieczętował tytuł Indywidualnego Mistrza Europy. – Cóż to był za świetny turniej! – mówił uradowany zaraz po odebraniu efektownie wyglądającego trofeum.

Madsen w Chorzowie rządził i dzielił. Kapitalne wyjścia spod taśmy i niesamowicie szybki motocykl zagwarantowały mu komplet 18 punktów i bezapelacyjny triumf. – 18 punktów? Brzmi świetnie! – komentował swój występ. – One Sport wykonało naprawdę fantastyczną robotę, pierwszy raz w takim miejscu jak tutaj. Bardzo dobra praca Janek – mówił tegoroczny zwycięzca, zwracając się do Jana Konikiewicza, organizatora cyklu SEC.

Zaraz po ceremonii wręczenia medali nowy mistrz Starego Kontynentu wyglądał jak wybuchający wulkan pozytywnej energii. Żartował, chętnie pozował do zdjęć i eksponował ponad półmetrowy i ważący 17 kg puchar. – Dziękuję firmie One Sport za dziką kartę na tegoroczny cykl. Jestem bardzo szczęśliwy, przeszedłem długą i ciężką drogę, żeby być w tym miejscu. Kilka lat temu byłem dość w trudnym położeniu, więc tegoroczny triumf w SEC jest tym bardziej dla mnie wyjątkowy. Jestem naprawdę szczęśliwy – podkreślał duński żużlowiec.

Same zawody mogły rozczarować. Większość opinii i komentarzy zwracało uwagę na zbyt małą atrakcyjność finałowego turnieju na Stadionie Śląskim, upatrując przyczyn w przygotowaniu sztucznej nawierzchni. Leon Madsen był jednak innego zdania. – Podczas popołudniowego treningu obawialiśmy się nieco jak podczas zawodów będzie zachowywać się nawierzchnia. Organizatorzy jednak wykonali przed zawodami świetną pracę i jazda na Śląskim była bardzo przyjemna – stwierdził.

Sobotni triumfator zaznaczył także, że zdobycie tytułu Indywidualnego Mistrza Europy wcale nie było łatwe. – Gratuluję również Robertowi i Jarkowi, przez nich musiałem się sporo natrudzić. To był dobry turniej, bardzo dobry cykl i jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję – zakończył Leon Madsen.

fot. Paweł Wilczyński