Blues Brothers: braci się nie traci!

Ludzie mają to do siebie, że potrzebują kogoś do pogadania. Najlepiej rozmawia się z kimś, kto dzieli nasze zainteresowania, poglądy itp. Jeśli do tego dochodzi pokrewieństwo, wiadomo, że rozmów jest najwięcej i są one długie. Tak jest w naszym przypadku.

Mateusz: Młody, sezon za nami. Co powiesz? Chyba wszystko zgodnie z planem.

Ziemowit: Tak, Tarnów spadł, choć myślałem, że poradzą sobie gorzej.

Mateusz: Szkoda ich.

Ziemowit: Jak fajnie jechał Jakub Jamróg, Pedersen też, choć obawiałem się, że zaprezentuje się gorzej.

Mateusz: Wiesz co? Wydaje mi się, że Nickiego zabrakło w drugiej części sezonu. On robił punkty, nie można mu tego zabrać, ale tak o trzy za mało w każdym meczu.

Ziemowit: Ale czy to dałoby większe szanse na utrzymanie Tarnowa? Nie jestem pewien.

Mateusz: W kwestii Tarnowa możemy mówić tak jak o kwestiach toruńskich. Tarnowianom zabrakło tak naprawdę punktu w dwumeczu z Toruniem. Ale to się tak mówi – tu punkt, tam trzy… Jak już jesteśmy przy Toruniu, większość przed sezonem mówiła, że „a, po tych nazwiskach to będzie 4-5 miejsce, bo Iversen po kontuzji, bo Holta stary, a Holder niepewny”. Na początku ekipa Jacka Frątczaka była rozczarowaniem, bo nagle była w dole tabeli, a potem była rozczarowaniem, bo nie weszła do play-offów. Czy to nie jest trochę szukanie na siłę powodów, dla których Toruń jest rozczarowaniem?

Ziemowit: Ci, o których mówisz, mają trochę racji, ale trochę też przesadzają. Ja myślę, że Toruń nie jest rozczarowaniem. Początek był bardzo rozczarowaniem, niektórzy myśleli, że szykuje się powtórka z 2017 roku, tymczasem na koniec Get Well walczył o play-offy, co wydawało się dla sporej części niemożliwe. Końcówka była wynagrodzeniem trudnego początku. Nie udało się wejść do najlepszej czwórki, niewiele zabrakło.

Mateusz: Ale spójrz, to znów zawsze jedno okrążenie! Mecz Częstochowa – Grudziądz – ostatni łuk, we Wrocławiu – ostatnie okrążenie, do tego defekty Holty. To zawsze jedno wykluczenie, jeden defekt, jedno wyprzedzenie na ostatnim okrążeniu.

Ziemowit: Zawsze kojarzą mi się z takim pechem, bo ciągle brakuje niewiele. Ostatnie okrążenia, defekty, kontuzje… może ta klątwa opuści Toruń. Mam wątpliwości co do składu na sezon 2019.

Mateusz: Myślę, że taka stabilizacja w składzie się przyda. W Toruniu zawsze były dużo zmian, bo jest ciśnienie, presja żeby złożyć skład z najlepszych z poprzedniego sezonu, by było złoto. Zobacz, w Toruniu nie ma złota od 10 lat! Tam jest gigantyczna presja. Trenerzy, zawodnicy, działacze – wszyscy ją odczuwają i szuka się tego tytułu na siłę. Może teraz, gdy nie ma takiego poszukiwania największych gwiazd na siłę, tylko pozostawienie tego co było sprawi, że to będzie sposób.

Ziemowit: Może być, ale musimy poczekać. Przez najbliższy sezon-dwa celem będą play-offy.

Mateusz: Jak co roku! I wszyscy będą mówić „ten Toruń może wejść”. Zawsze można przewidzieć, że padnie hasło „Get Well będzie walczył o play-offy”. A co powiesz o Zielonej Górze?

Ziemowit: Było czuć w tym sezonie, że będzie walka o utrzymanie. Brakowało trochę drugiej linii, zwłaszcza na wyjazdach. Tam dużo stracili. Do tego doszły problemy w zarządzaniu tym wszystkim.

Mateusz: Nastały zmiany, szykuje się paka na play-offy. Vaculik, Pedersen, Dudek, a w drugiej linii Protasiewicz z Jepsenem Jensenem.

Ziemowit: Brzmi obiecująco. Play-offy na pewno będą mieli.

Mateusz: Ja się odważę i powiem, że dojdzie do finału Leszno – Zielona Góra.

Ziemowit: Wiesz co? To nawet dość prawdopodobne, ale coś mi w tej Zielonej Górze nie gra…

Mateusz: Ale co? Ja tam byłem raz i tak grało, że głowa mnie rozbolała. Musisz tam pojechać.

Ziemowit: Muszę. Kibicowsko stoi to na wysokim poziomie, choć nie wiem co by się stało gdyby spadli.

Mateusz: Nieeee… Zielona Góra i pierwsza liga? Dudek i drugi poziom rozgrywek? Nie łączę wątków. To jest takie gdybanie, myślę, że powinniśmy patrzeć w przyszłość. Oni byli w tym roku rozczarowaniem. Może nie myślałem, że będą w play-offach, ale na pewno nie typowałem, że będą w barażach.

fot. Ewelina Włoch

Ziemowit: Przed sezonem myślałem, że w barażach wyląduje Grudziądz. Stało się inaczej.

Mateusz: Grudziądz to jest taki Sunderland. Oni pół sezonu byli na dnie tabeli, na koniec się obudzili i wyjechali.

Ziemowit: Tylko Sunderland skończył tak, że jak już spadł to dwa poziomy w dwa lata.

Mateusz: Tego im nie życzymy!

Ziemowit: Oczywiście, że nie! Od kilku sezonów są bardzo stabilni. Mam też wrażenie, że zawsze są względem nich większe oczekiwania niż efekt końcowy.

Mateusz: To zależy z jakiej perspektywy patrzymy, bo słyszałem, że grudziądzanie przed sezonem byli oczarowani wzmocnieniami „o mamy Przemka Pawlickiego, będą play-offy”. Jakie play-offy? Łaguta, Pawlicki – ok, fajnie to wygląda, ale od początku mówiłem, że nie widzę GKMu w najlepszej czwórce, nie z tą drugą linią i formacją juniorską. Sprawdziło się. Teraz Łaguta znów chciałby, by w Grudziądzu był skład, który wejdzie do play-offów. Nie będzie Pieszczka, będzie najpewniej Kenio Bjerre.

Ziemowit: Warto dodać, że wzmacniają formację juniorską. Będą silniejsi, ale czy na play-offy? Wyczuwam lekki niedosyt kolejny raz.

Mateusz: Trochę im współczuję. Znów są silniejsi, derby będą bardzo ciekawe, ale znów się okaże, że mimo silniejszego składu nie wejdą do play-offów.

Ziemowit: Będzie na pewno ciaśniej w tabeli. Zielona Góra i Leszno w czubie, potem pięć ekip na równi i Lublin. Mam jednak cichą nadzieję, że Lublin namiesza. Może brakuje im wzmocnień, kogoś kto to pociągnie, jak Łaguta w Grudziądzu. Lambert jest młody i obiecujący, ale to jeszcze nie to.

Mateusz: Mi szkoda Lublina, bo oni wchodząc do Ekstraligi mają to wszystko fajnie zorganizowane, mają na to wszystko pieniądze, ale Ci zawodnicy nie przychodzą.

Ziemowit: Bądźmy szczerzy – przed sezonem była spora grupa, która nie spodziewała się, że Lublin wejdzie do Ekstraligi. Stawiano na Rybnik.

Mateusz: <bliżej nieokreślony dźwięk niezgody z powyższą teorią> Przepraszam bardzo, ale pozyskanie Jonssona przed sezonem to był sygnał – „idziemy po Ekstraligę!”. Szkoda mi Gdańska i Łodzi. W przypadku Orła doszła kwestia stadionu. Zanim zawodnicy odczytają tor i będą go mogli nazwać domowy musi trochę minąć. Oni wjechali w połowie sezonu.

Ziemowit: Racja. Teraz znów będą mieli nazwiska, które będą w stanie pociągnąć tę ekipę do walki o awans.

Mateusz: Rohan Tungate! Człowiek, który spokojnie dałby radę w Ekstralidze.

Ziemowit: Może się obawia?

Mateusz: A może Łódź to jego miejsce na ziemi? Ostatnio był na meczu Widzewa.

Ziemowit: W Łodzi jest dobra atmosfera, zainteresowanie żużlem i oczywiście Witold Skrzydlewski, który dodaje kolorytu. Pierwsza liga robi się ligą prezesów z charakterem.

Mateusz: Zwieńczmy to powitaniem. Oglądałeś galę Ekstraligi, tam była parodia Jacka Frątczaka. Padło hasło „braci się nie traci”. Jest tak, że trochę wpisaliśmy się w pewien trend – większość rodzin żużlowych jest transferowana w pakiecie. Duety Lampartów czy Holderów, wyjątkiem Pawliccy i w tym roku Miśkowiakowie. Teraz my w pakiecie wpadliśmy do Rafała Martuszewskiego.

Ziemowit: Wpisaliśmy się w zwyczaje, racja. Ty jesteś Dawidem, a ja Wiktorem?

Mateusz: Że zrobisz większą karierę? Przy całym szacunku do obu oczywiście! Pozostańmy przy Dziopach. A jeśli już szukać porównań to chciałbym żebyśmy w pracy spisywali się jak Pawliccy w swojej, na torze. Oni mijając rywali, my stukając w klawiatury.

Ziemowit: Dzień dobry Państwu!

Mateusz: Dzień dobry!