Ciało żużlowca niczym jego motor – bez paliwa i przygotowania nigdzie nie pojedzie

Ludziom może się wydawać, że życie żużlowca jest łatwe i przyjemne – w końcu pracują tyko pół roku, robią to, co kochają, a na dodatek zarabiają dużo pieniędzy. Jednak nie wszystko jest tak kolorowe, jak można przypuszczać, a odpalenie motocykla na starcie to jedynie kropla w morzu sukcesu. Wyłącznie ciężka praca poza stadionem – głównie w kuchni oraz na macie do ćwiczeń – zagwarantuje osiągnięcie postawionych celów.

Wystarczy przejrzeć profile społecznościowe zawodników, by ujrzeć zdjęcia z siłowni, przejażdżek na rowerze, tras biegowych lub współprac z cateringami dietetycznymi. Z kolei zimą pojawiają się aktualizacje ze stoku narciarskiego, będące czystym dowodem na to, że aeroby odgrywają arcyważną rolę w przygotowaniu treningowym. W końcu nie samym motocrossem żużlowiec żyje między sezonami.

– Moim sprawdzonym sposobem na utrzymanie formy jest jazda rowerem niezależnie od pogody, co najmniej 35 kilometrów i do tego rozciąganie na siłowni. W sezonie ćwiczę codziennie, a kiedy jest spory natłok obowiązków, to staram się chociaż cztery razy w tygodniu być aktywnym. Zwracam bardzo dużą uwagę na to co jem, jeżeli jestem w domu. Gdy wracamy z zawodów, to zazwyczaj zatrzymujemy się gdzieś na jedzenie i wtedy wybieram najzdrowszą opcję posiłku – mówi Mateusz Adamczewski.

Dla wielu kibiców jest to nieprawdopodobne, iż z pozoru szczupli mężczyźni są w stanie zapanować nad kilkudziesięciokilogramowym motocyklem i to bez hamulców! Co więcej, wykonują przy tym niesamowite akcje w celu dotarcia do mety na pierwszym miejscu. Po kilku biegach odczuwa się zmęczenie, a sprawność fizyczna każdego żużlowca ma spowodować, iż będzie prezentować równą formę do ostatniego biegu. Prawda jest taka, że gdyby przypominali kulturystów, to nie poruszaliby się już z taką gracją na swojej bestii. Kluczem do dobrej formy tutaj jest jak największa wytrzymałość oraz siła przy możliwie najniższej masie ciała. W żadnym wypadku nie chodzi o dążenie do wagi piórkowej, czy zaburzeń odżywiania – w końcu ktoś musi trzymać w ryzach cały ten sprzęt. Ten, kto nie zadba o odpowiednią budowę swojego ciała przed sezonem, ten słono za to zapłaci na torze i nie będzie już miał okazji tego nadrobić. W trakcie ostatnich okrążeń ręce będą odmawiać posłuszeństwa i może nawet dojść do niebezpiecznej sytuacji. Wbrew pozorom nie można również zapominać o treningu nóg, które pomagają na starcie oraz gibkości, przydatnej przy wchodzeniu w łuk lub wyprzedzaniu rywali. Jednym z minusów dla organizmu żużlowca są bardzo silne drgania, z którymi musi zmagać się każdego dnia. Dlatego tak ważne jest skupianie się na każdej partii mięśniowej, co ma za zadanie ograniczyć negatywne aspekty tego zjawiska.

Przygotowanie fizyczne to jedno, ale trzeba też zadbać o zdrowe odżywianie, bo dopiero wtedy mamy gwarancję udanego występu. Dieta musi być odpowiednio zbilansowana, czyli powinna sprostać wymaganiom żużlowego trybu życia. Mianowicie jej rolą jest odpowiadanie masie ciała, bo waga ma duże znaczenie dla rozwijanej prędkości. Kolejnym ważnym elementem jest dostarczanie niezbędnych substancji odżywczych, kiedy to zawodnik ma za sobą ciężką noc w busie, a następnego dnia ma być w pełni sił na zawodach. Obowiązkiem sportowca jest wybieranie produktów, które przyczynią się do jego dobrej prezencji w trakcie zmagań, czyli sprawią, że nie zabraknie mu energii, a dobra koncentracja oraz umiejętność radzenia sobie ze stresem staną się jego atutem. Nikt nie chciałby czuć się ospale, czy cierpieć na dolegliwości gastryczne w tak istotnym momencie. Dlatego też następuje wzrastająca tendencja do tego, by wykonywać badania na ukryte alergie pokarmowe, które ułatwiają cały proces wyboru pożądanych dań. Jak wiadomo, każdy ma inne preferencje, np. „daniem mistrzów” Frederika Jakobsena przed meczem jest ciemny chleb z tuńczykiem oraz owsianka – być może to właśnie ta kombinacja pozwala mu osiągać tak dobre wyniki. Co ciekawe, wbrew powszechnym wyobrażeniom, żużlowcy wcale nie muszą się katować. Zdarza się, że jedzą i piją więcej od przeciętnego człowieka, który wykonuje typowo biurową pracę. Zresztą widać to na transmisjach telewizyjnych, gdzie ich nieodzownymi przyjaciółmi są bidony. Nie mają one jedynie reklamować jednego ze sponsorów, tylko przede wszystkim muszą uzupełniać utracone elektrolity w trakcie wysiłku.

– Tak jak widać po moim insta story, bardzo dużo biegam oraz jeżdżę na rowerze. W zimie dołączam do mojego planu treningowego siłownię. Oczywiście na dietę zwracam uwagę cały rok – jem dużo warzyw i próbuję ograniczyć węglowodany. Nie unikam za to zdrowych tłuszczy i zawsze pilnuję, by moje jedzenie pochodziło z naturalnych źródeł. W mojej lodówce brak przetworzonej żywności – opowiada Max Dilger, który wydaje się być wzorem w PSŻ Poznań, jeśli chodzi o przygotowanie dietetyczne oraz sportowe.

Ostatnim, lecz równie decydującym fragmentem tej układanki, jest kondycja psychiczna. W Polsce być może nie jest jeszcze to tak popularne jak na Zachodzie, lecz z każdym dniem świadomość w tej dziedzinie rośnie. Żużel jest brutalny i wymaga pracy nad każdym aspektem swojej codzienności – poczynając od tego co jest w środku w głowie, kolejno to, co przechodzi przez żołądek, a kończąc na małym palcu u stóp. Aby wszystko dobrze pracowało, poszczególne elementy muszą wzajemnie się uzupełniać. Tymczasem na ich drodze staje stres wraz z presją z zewnątrz, co może znacznie obniżyć komfort zawodników lub wpłynąć na ich pewność siebie. Wielu z nich na początku kariery ma problem z radzeniem sobie z niesamowicie wysokim poziomem adrenaliny. Często mówi się też, że musi minąć trochę czasu, zanim młodzi żużlowcy przestaną odczuwać lęk i dadzą się ponieść tej pięknej dyscyplinie. Jednakże czasami to kwestia zupełnie podświadoma, więc mogą oni nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że takowy problem w ich wypadku występuje. Warto również przywołać inny kłopot tych młodych chłopaków – zdarza się, że trudno jest im pozostać autentycznymi, bo zbyt wiele energii poświęcają na naśladowanie swoich idoli na torze. Jedną z cech czarnego sportu jest nieustanny wyścig z czasem i nie chodzi tu o przejechanie czterech kółek poniżej minuty, tylko o doprowadzenie organizmu do stanu szybkiej regeneracji mentalnej. Niewielu rajderów potrafi powrócić do źródła swojej motywacji, gdy zawaliło się poprzednie zawody, a tego właśnie wymaga działanie nawet w czterech ligach na raz.

Jak powiedział niegdyś Magic Johnson – „Talent nigdy nie wystarcza. Nie patrząc na wyjątki, najlepszymi zawodnikami są ci, którzy najciężej pracują”. Nie inaczej jest w żużlu, tak więc dobry motor nie oznacza, że jego jeździec będzie zbierał same trójki. Za każdym sukcesem kryje się o wiele więcej.

fot. Ewelina Włoch
Marcin Szarejko / PGE Ekstraliga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *