Grigorij Łaguta po dyskwalifikacji za stosowanie dopingu w czerwcu 2017 roku wraca do żużlowej rywalizacji. O swojej przerwie i rozstaniu z ROW-em Rybnik rosyjski zawodnik rozmawia niechętnie i daje do zrozumienia, że jak najszybciej chce o sprawie zapomnieć. – Co myślę, to myślę, ale czasu nie cofnę – ucina krótko temat Łaguta.

Okres zawieszenia Łaguty oficjalnie minął, ale zawodnik ze względu na zamknięte okienko transferowe kontrakt w Lublinie podpisze dopiero w maju. Zawieszenie trwało 21 miesięcy. Co przez ten czas robił sam zainteresowany? – W ogóle nie jeździłem na żużlu, bo nie miałem na to czasu – mówi Rosjanin. – Zajmowałem się synem, który startował na zawodach crossowych. Zaliczył mistrzostwa Europy, wygrał Puchar Łotwy, Puchar Litwy, właściwie jeździliśmy na zawody co sobotę i niedzielę. Ma dopiero 7 lat, chciał nawet ze mną przyjechać na trening do Tarnowa, ale ciężko jest tak wybrać się z domu – tłumaczy.

O samej dyskwalifikacji i kontrowersyjnym odejściu z ROW-u Rybnik Łaguta rozmawia z oporem. – Nie chcę odpowiadać na to pytanie już. Co jest to jest, lepiej spytajcie prezesa Mrozka. Zawsze jest dobrze tam, gdzie nas nie ma – rzuca tajemniczo. – Co myślę o tej sytuacji to myślę. Czasu nie cofnę, jestem zawodnikiem, a zawodnicy trochę inaczej patrzą na żużel niż kibice – stwierdza.

W piątek Łaguta wystąpił w trzech biegach treningu punktowanego Speed Car Motoru Lublin z Unią Tarnów i w żadnym nie znalazł pogromcy. To potwierdza wcześniejsze przypuszczenia, że starszy z ekstraligowych braci może być mocnym punktem ekipy beniaminka PGE Ekstraligi. – Potrzeba drużyny, a nie jednego lidera – komentuje tak postawioną tezę rosyjski żużlowiec. – W pojedynkę, czy to będę ja, czy Andreas Jonsson, Mikkel Michelsen, czy Robert Lambert to nic nie zrobimy. Musimy jechać całą drużyną. Chłopaki muszą wykonywać swoją pracę, ja też i wtedy będziemy zadowoleni, a nie z jednego zawodnika – przekonuje zaznaczając, że obecnie skupia się na dopasowaniu swoich motocykli. – Treningi służą mi do sprawdzenia sprzętu, bo o swoją formę jestem spokojny. Czuje się bardzo dobrze! Jestem zadowolony, że wróciłem – zaznacza.

Na koniec Grigorij Łaguta wspomniał o Grzegorzu Zengocie, którego drużyna Motoru odwiedziła w szpitalu. – Poszliśmy do Grzegorza, wesprzeć go i życzyć mu szybkiego powrotu do zdrowia. Chcemy, żeby wszystko u niego było w porządku, żeby miał z tym już spokój i zaczął z nami startować – oznajmił Rosjanin.

fot. Mateusz Dzierwa

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie