Co wiemy po ostatnim żużlowym weekendzie? Na pewno tyle, że bez prądu żużla nie da się zorganizować, a właśnie energia elektryczna stała się głównym tematem 4. rundy spotkań w najlepszej żużlowej lidze świata. W lidze, którą przecież w pozytywną energie zaopatruje dość solidna spółka energetyczna. Mimo wyraźnej przerwy w dostawie mocy, to właśnie PGE Ekstraliga zaserwowała najciekawsze wydarzenia żużlowe w ten weekend.

Przypominam, że był to pierwszy tego typu koniec tygodnia, w którym oprócz ekstraligowych zmagań dostaliśmy coś więcej: 1. rundę mistrzostw Europy na Motoarenie i – jeśli podciągnąć poniedziałek pod weekend – mecz Północ – Południe na zapleczu PGE Ekstraligi. Oba te wydarzenia były względnie słabe, głównie ze względu na warunki torowe jakie otrzymali zawodnicy w Toruniu i Gdańsku. W porównaniu z nimi ekstraligowe mecze w Grudziądzu, czy Wrocławiu to fascynujące i zacięte widowiska. Nieco słabiej było może w Lublinie, ale do jednostronnych spotkań z udziałem wyjazdowego ROW-u pewnie musimy się przyzwyczaić.

Najwięcej jednak mówi się dziś o Stali Gorzów. Mówi się dobrze i z troską, ale też czasem z pogardą i pretensjami w tle. A problemy tego klubu są dziś gigantyczne. Spalona rozdzielnia, już pomijając fakt, czy stadionowa, przystadionowa, czy pojawiła się tam znienacka, powoduje, że klub pozostaje dziś nie tylko bez prądu, ale też bez domu, co oczywiście jest problemem także całej ligi. A zakup nowej to wydatek spory, liczący się w setkach tysięcy złotych. Jeśli nawet założymy, że szybko znajdzie się sponsor lub darczyńca, który wyłoży środki na tak drogą inwestycję to ciągle pozostaje kwestia czasu, jaki potrzeba na jej instalację. A wciąż przecież trwają ekspertyzy dotyczące tego, co stało się w niedzielę. Tik-tak, tik-tak. Czas biegnie, a sezon trwa.

Bardzo trudno jest dziś wyrokować jaka będzie decyzja Komisji Orzekającej Ligi. Mam dziwne, graniczące z pewnością przeczucie, że jaka ona nie będzie, znajdzie spore grono swoich zwolenników i przeciwników. Zawsze, któraś ze stron (w tym wypadku Stal i Włókniarz) będzie mniej lub bardziej pokrzywdzona. Sam jestem zdania, że powinien wygrać sport, więc idealnym rozwiązaniem byłoby po prostu odjechanie pozostałych pięciu biegów w warunkach torowych może innych, lecz ciągle takich samych dla obu ekip. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to przedsięwzięcie trudne, bo ponosić koszty z tytułu organizacji “drugiego” meczu bez nowych wpływów za bilety (to ciągle będzie spotkanie z niedzieli, na które kibice zakupili już wejściówki) jest niekorzystne z perspektywy klubu z Gorzowa. Trochę inaczej będzie w przypadku powtórzenia meczu od początku. Wtedy to Stal teoretycznie może apelować do swoich fanów o wsparcie i zakupienie nowych biletów – cegiełek na przykład na nową rozdzielnię. Sportowo wiąże się to z oczywistym ryzykiem niekorzystnego wyniku i zupełnie twardszej postawy częstochowskich Lwów. No, ale summa summarum tu też wygrywa sport.

Opcja zaliczenia wyniku jest w porządku i w mojej opinii też nie jest złym rozwiązaniem, także dla Włókniarza. To ekipa na tyle mocna, że z tą minimalną porażką sobie poradzi, a i w rewanżu u siebie odrobi co swoje. Z kolei dla Stali będzie to łyżka miodu w beczce dziegciu, jeden promyk słońca w tym pochmurnym żużlowo Gorzowie. Jaki jednak werdykt by nie padł warto zachować zdrowy rozsądek i próbować wspierać swój klub i całe to nasze żużlowe podwórko.

fot. Radosław Kalina / speedwayekstraliga.pl

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie