Źle to wszystko wyglądało. Chyba nawet największy analityk żużlowych historii musiał niejednokrotnie drapać się po głowie. Podczas gdy widzowie czekali na restart spotkania w Grudziądzu, na torze traktorzysta przesiadał się z traktora na polewaczkę i odwrotnie. Brakowało jedynie przyspieszonego tempa i ścieżki dźwiękowej z Benny Hilla. A sędzia? Sędzia to dopiero ma teraz przeje przechlapane.

Czy to był przedmeczowy deszcz, czy może toromistrz miał słabszy weekend? Do dziś właściwie nie wiadomo dlaczego ten tor w Grudziądzu się rozsypał. Ba, nawet w kwestii rozsypania się nawierzchni przy Hallera opinie są rozbieżne, bo na przykład dla trenera Kempińskiego na przeszkodzie do kontynuowania meczu stanęły jakieś “dwie dziurki“, które – w domyśle – powinny zostać szybko zlikwidowane przez sprzęt bojowy dostępny w klubowym arsenale. Prace koordynowali sędzia i komisarz, problem w tym, że jakoś nie widzieliśmy tej armii traktorów (podobno w Grudziądzu jest ich nawet cztery!). Mało tego, po godzinie “nicnierobienia” sędzia zakomunikował, że układanie toru na nowo zajęłoby półtorej, do dwóch godzin. Pan Substyk powiedział to po straconej godzinie zastanawiania się, co robić z tym meczem. Efekt? Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że w Grudziądzu dostaliśmy przykry obraz niekompetencji lub braku decyzyjności na najwyższym, ekstraligowym poziomie. Ewentualnie (bo też biorę to pod uwagę) sędzia chciał podjąć taką decyzję, żeby nikogo za bardzo nie skrzywdzić i przeanalizować stanowisko obu stron. Wyszło jak wyszło, a kluby sprawę od siebie odrzucają, jakby to była zabawa żarzącym się węglem.

To oczywiste, że GKM chciał jechać dalej, a Stal wolała pozbierać manatki i wrócić do domu. Każdy klub, każdy zespół w podobnej sytuacji starałby się wyegzekwować najlepsze dla siebie rozwiązanie, a przecież goście nie mieli już Andersa Thomsena, a po upadku był też Rafał Karczmarz. Nie należy zatem winić kierownictwa i sztab szkoleniowy Stali, że zwyczajnie w świecie chciały uniknąć jeszcze wyższej porażki. Winić za to należy decydentów i rozjemcę tej rywalizacji, których działania były niespójne, chaotyczne i niezrozumiałe dla normalnego zjadacza chleba. Od wyroków na szczęście są ich zwierzchnicy, więc jednoznacznego werdyktu wydać nie mogę i nie chcę, za to jak najbardziej mogę wyrazić swoją opinię. Pan Remigiusz Substyk swoje już pewnie usłyszał, konsekwencje, wydane szybko i na gorąco decyzje też. W kolejce po reprymendę i wezwanie na dywanik powinien jeszcze stać Pan Woźniak, będący w Grudziądzu toromistrzem. Ktoś w końcu tym panom płaci za dobrze wykonaną robotę. Takiej jednak wczoraj nie widzieliśmy. Szkoda.

PS.  Nie był to najlepszy weekend dla wizerunku naszego speedwaya. Już w sobotę w Tarnowie sprawa z Tomaszem Orwatem była bardzo dziwna i co ważniejsze – niebezpieczna dla samego zawodnika. Błędy jednak się zdarzają. Presja, wynik, czy wreszcie duża kasa. To wszystko generuje wpadki, pomyłki i podejmowanie złych decyzji w bardzo stresogennym obszarze działań. Musimy o tym pamiętać. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy z takich sytuacji nie wyciąga się żadnych wniosków.

PS2. Na rozluźnienie 😉

fot. Darek Ryl

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie