Już od 31 lipca kibice czarnego sportu mogą cieszyć się pełnią wrażeń, obserwując zmagania drużyn na wszystkich trzech szczeblach rozgrywkowych w Polsce. Wydawać się więc może, że wszystkie marcowe rozterki związane z pandemią poszły w zapomnienie – niestety nie dla wszystkich. – Zdecydowanie zostaliśmy zignorowani. Zarabiamy znacznie mniej niż żużlowcy, a ZUS musimy płacić taki jak oni, ponieważ 90% mechaników ma własne firmy – wyjaśnia Adam Skowron, mechanik Patricka Hansena.

Adam Skowron to mechanik wszechstronny, który swoje żużlowe obowiązki łączy z zawodem DJ’a, a także organizowaniem akcji charytatywnych dla Stowarzyszenia S&M&S. Ma na swoim koncie pracę dla takich nazwisk jak Peter Karlsson, Morten Risager oraz Kenneth Hansen. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Adam rozpoczął swoją żużlową karierę na ostrowskim stadionie. – W wieku 8 lat dostałem pierwszy motor, „komarka”, a cztery lata później poszedłem na żużel na mecz ówczesnego klubu Intar Ostrów i od razu zakochałem się w tym sporcie. Po dwóch dniach byłem już w klubie z rodzicami, żeby zapisać się do szkółki. Mama na początku była przeciwna, ale tata ją namówił. Byłem najmniejszym i najmłodszym adeptem szkółki, który zaczął jeździć na dużych motorach – wspomina.

Chociaż w klubie bywało różnie i 12. wychowanków miało do dyspozycji tylko 4 motory, to ocenia ten czas bardzo pozytywnie. Niestety jego własna przygoda ze speedwayem trwała jedynie do 16 roku życia, ponieważ chwilę po zdaniu licencji miał wypadek. – Spędziłem 3 miesiące w szpitalu, ponieważ miałem obszerne złamania. Niestety nie było mnie stać potem na kupno nowego sprzętu, więc zostałem mechanikiem.

Życie mechanika nie jest jednak usłane różami. Częsta zmiana pracodawcy, długie podróże czy brak snu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Już przed pandemią wielu mechaników mówiło otwarcie o trudnych warunkach pracy, tak więc nic dziwnego, że Adama ta sytuacja dotknęła równie mocno. – Nie dość, że nie mam płaconego postojowego zimą, to jeszcze praktycznie cały sezon pauzowaliśmy. 2. Liga Żużlowa ruszyła dopiero w sierpniu, więc dla mnie ten sezon to tylko dwa miesiące pracy. Natomiast podstawą w tym zawodzie jest odkładanie pieniędzy na zimę, co jest możliwe tylko wtedy, gdy nie ma się kredytów i rodziny na utrzymaniu.

Włodarze uczynili wszelkie starania, by PGE Ekstraliga wystartowała jak najszybciej, dzięki czemu najlepsi zawodnicy są w stanie nadrobić poniesione straty. Jednak mało kto pamięta o tym, że w najgorszym położeniu byli rajderzy z tzw. „żużlowego czyśćca”. W większości są to młodzi zawodnicy, którzy w przypadku kiepskich wyników już wcześniej często wiązali koniec z końcem, a i oni mają na utrzymaniu swoje ekipy. – Wiem, że Patrick też na tym ucierpiał, dlatego powiedziałem, że dopóki nie zacznie się sezon i liga, to nie będę brał pieniędzy za treningi, które odbywały się w czerwcu i lipcu. Wychodzę z założenia, że trzeba sobie pomagać, szczególnie że Patrick jest dość młodym zawodnikiem, który musi w sezonie się pokazać z jak najlepszej strony – tłumaczy Adam.

Nie wiadomo tak naprawdę ilu mechaników mogło sobie pozwolić na taką „szczodrość” w sytuacji, gdy nasi cisi bohaterowie zostali pominięci w wielkiej machinie reaktywującej polski żużel. – Zdecydowanie zostaliśmy zignorowani, ponieważ sporo mówiło się o poniesionych stratach finansowych przez żużlowców. Jednak nikt nie martwił się tym, że mechanicy są również ludźmi, którzy wydają pieniądze na codzienne wydatki, a nie mają stałej pensji. Co więcej, zarabiamy znacznie mniej niż żużlowcy, a ZUS musimy płacić taki jak oni, ponieważ 90% mechaników ma własne firmy.

W marcu mechanicy z całego świata, widząc brak zainteresowania ich położeniem, wystosowali wspólnie apel do władz, prosząc o wsparcie nie tylko zawodników, lecz całych teamów. Wygląda jednak na to, że nic od tej pory się nie zmieniło i są oni tylko i wyłącznie zdani na łaskę zawodników. – Z tego co mi wiadomo, to list wystosowany przez mechaników nie wpłynął w żaden sposób na polepszenie naszych warunków. Wszystko zależne jest od tego kto u kogo pracuje i kogo stać na utrzymanie mechanika zimą. Na szczęście myślę, że pandemia nie przełożyła się na większą ilość zwolnień. Podejrzewam, że teamy pewnie mają miedzy sobą jakieś umowy polegające na tym, że wraz z powrotem ligi straty finansowe zostaną im jakoś zrekompensowane.

Nie ma jednak pewności, czy żużlowcy uregulują kwestie zaległych wypłat dla swoich pracowników, mając przed sobą zimowe przygotowania po nieco „chudszym” sezonie. Adam, tak jak każdy mechanik, jest świadomy swojego miejsca w szeregu. – Niestety wybraliśmy sobie taki a nie inny zawód, w którym ludzie widzą tylko nazwiska na motorze. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje na zapleczu i ile czasu poświęca się na to, by te nazwiska faktycznie jeździły. Według mnie 70% sukcesu to motor, 20% to psychika zawodnika, a 10% to styl jazdy – kończy Skowron.

Pojawia się więc pytanie, jak długo mechanicy mają zaciskać pasa jedynie w imię miłości do tego sportu oraz by dyscyplina przetrwała ogólnoświatowy kryzys?

fot. Jakub Malec, Michał Krupa

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie