Trzy porażki i ostatnia pozycja w tabeli eWinner 1. Ligi Żużlowej. Tak na ten moment wygląda sytuacja pokiereszowanej personalnie Unii Tarnów, która w najbliższy poniedziałek zmierzy się na swoim torze z Aforti Startem Gniezno. O sytuacji kadrowej, początku sezonu i trudnościach z dojściem do wysokiej formy opowiedział nam trener zespołu Paweł Baran.

Rafał Martuszewski: Na początku sezonu jesteście w bardzo trudnej sytuacji kadrowej i sportowej z trzema porażkami na koncie. Nastroje siadły?

Paweł Baran: Walczyć na pewno będziemy dalej. W dalszym ciągu mamy szanse na niezły wynik, czekamy tylko kiedy będziemy w pełnym, optymalnym składzie. A nastroje? Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że porażka wpływa na nie deprymująco. To jest jednak za nami, zostawiliśmy to w tyle. Wiemy, że teraz każdy kolejny mecz jest dla nas bardzo ważny. Chcemy przerwać wreszcie złą passę i zrobimy wszystko, żeby stało się to w najbliższym meczu.

W poniedziałek mecz z drużyną z Gniezna na własnym torze, który na inaugurację ze Zdunek Wybrzeżem raczej atutem waszym nie był. Zawodnicy mówili mi, że ciężko było się spasować, kiedy pogoda torpedowała plany. Jak jest teraz?

Pogoda dalej robi swoje, bo jakbyśmy chcieli potrenować z młodymi chłopakami w tygodniu to też nie ma takiej możliwości. Na chwilę obecną (rozmowa przeprowadzona w piątek przed meczem z Aforti Startem Gniezno) jest pogoda, trenujemy dzisiaj i jutro. W pierwszy dzień kładziemy nacisk na młodych chłopaków, a w drugi będziemy trenować w komplecie, oprócz Kima Nilssona, który jest w podróży. On będzie trenował w niedzielę.

No właśnie Kim Nilsson. Można powiedzieć, że w Bydgoszczy pojechał z marszu? 

No tak jest. Przed tamtym meczem Nilsson trenował tylko u siebie. Jeśli chodzi o samą jazdę i bezpieczeństwo jazdy on z tym nie ma problemu. Problem jest z tym, żeby skonfrontować się spod taśmy i sprawdzić na tle innych. Tego w jego przypadku nie było i rzeczywiście pod taśmę w Bydgoszczy przyjechał prosto z marszu.

Rohan Tungate, mimo przeciętnego występu na inaugurację wskoczył chyba na właściwe tory. Macie w sztabie wrażenie, że gdybyście dysponowali drugim liderem to Unia Tarnów wyglądałaby zupełnie inaczej?

Nam do wygrywania meczów brakuje w tym momencie drugiego zawodnika, który będzie wygrywał biegi. Zresztą podobnie było w ubiegłym roku. Mieliśmy wtedy solidną drugą linię, a brakowało nam liderów do wygrywania biegów. Plan na ten sezon był, zima to pokazała, że było dwóch liderów, którzy mieli ciągnąć ten wynik, a tu już na początku zabrakło jednego z nich. Teraz każdy z pozostałych chłopaków musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i pomóc Rohanowi wygrywać mecze. Z samym Tungatem będzie trudno je wygrywać.

Zajmujesz się szkoleniem młodzieży, więc o młodzież też musze zapytać. Mam wrażenie, że po powrocie Przemysława Koniecznego ta formacja na tle rówieśników wypada całkiem obiecująco. 

Przemka nie ma co oceniać. Przez koronawirusa nie trenował, więc do Bydgoszczy też pojechał z marszu. Trenował jedynie tydzień przed meczem, tyle, ile pogoda pozwoliła. Pojechał spod taśmy trening, a potem od razu do biegu w Bydgoszczy. Zaprezentował się najlepiej jak potrafił, zrobił, co do niego należało w biegu juniorskim, choć trochę był zły na siebie za wyścig dwunasty. W kontekście meczu niewiele nam to zmieniało. To po prostu jego osobiste ambicje. W tym momencie najważniejsza jest jazda. Trzeba dużo jeździć, a niestety pogoda nam nie pomaga i kolejne rundy DMPJ są odwoływane.

Alexander Woentin. To zawodnik z odpowiednimi papierami na jazdę?

Papiery na jazdę ma. Tylko nie ma doświadczenia na polskich torach, a to jednak robi różnicę. Alexander nie był zawodnikiem pierwszego wyboru, miał pełnić rolę oczekującego. Losy drużyny tak się potoczyły, że jest teraz podstawowym zawodnikiem U24 i widać w nim potencjał. W żużlu nie da się jednak z pierwszego szczebla wskoczyć na trzeci. Trzeba po kolei je zdobywać.

Piłkarska kadra z reguły na wielkich turniejach gra mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Czy poniedziałkowa rywalizacja z Aforti Startem Gniezno jest dla was meczem o wszystko?

Nie możemy do tego tak podchodzić. Jakbyśmy chcieli do tego spotkania podchodzić tak, że jest to mecz o wszystko, to człowiek mógłby się załamać psychicznie i nawet nie dotrwać do meczu. To jest nasza praca i każdy chce się cieszyć z wygranej, każdy chce żeby nasza praca wszystkich cieszyła. Nie jest to takie łatwe, ale do meczu podchodzimy na pewno mocno skoncentrowani i zmotywowani. Wiemy o co jedziemy, ale nie mówimy sobie, że jest to mecz o wszystko. Jeśli to byłby ostatni mecz sezonu, od którego wiele zależy to może moglibyśmy tak mówić, ale po poniedziałkowym meczu jeszcze mamy dziesięć. Czeka nas długi sezon.

fot. Janusz Tokarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie