Piękny to był wieczór na stadionie im Henryka Reymana w Krakowie. Wyjątkowa atmosfera, efektowna oprawa i całkiem niezła – jak na pandemiczne czasy frekwencja sprawiły, że otoczka towarzyskiego meczu z SSC Napoli pozwalała nabrać tej rywalizacji nieco więcej prestiżu. Wisła Kraków świętuje 115 lat swojego istnienia, więc mecz z przeciwnikiem z wyższej półki była doskonałą okazją nie tylko na celebrowanie tego jubileuszu, ale też sposobnością, by Adrián Guľa mógł sprawdzić kilka wariantów wiślackiego zestawienia meczowego. Wisła przegrała 1:2, ale wstydu swoim fanom nie przyniosła.

Napoli, co oczywiste, potraktowało ten mecz jak sparing i wylądowało w Krakowie w mocno okrojonym składzie bez Lozano, Mertensa, czy Insigne, ale też nie możemy napisać, że Luciano Spalletti przywiózł do Polski trzeci, bądź tylko drugi garnitur. Włosi wyszli na Wisłę z Piotrem Zielińskim, potężnym defensorem Kalidou Koulibaly’m, czy Davidem Ospiną w bramce, co naturalnie stawiało ich w gronie faworyta tego pojedynku. Krakowianie jednak tanio skóry nie sprzedali, a szczególnie w pierwszej połowie grali z Napoli solidnie i wygrali tę część meczu 1:0 po golu Felicio Brown Forbes’a już w 6. minucie. Fakt, bramka padła po przedziwnym zachowaniu Rrahmaniego i  sprezentowaniu piłki Skvarce, która chwilę później po niezbyt udanej interwencji Ospiny trafiła do Forbes’a, a ten umieścił ją bez problemu w pustej bramce. Miłe początki i mocne kopyto dla krakowskiego teamu. 1:0.

Napoli przeważało, Włosi mieli więcej stuprocentowych sytuacji, ale wtedy na przeszkodzie stawał młody bramkarz Białej Gwiazdy, Mikołaj Biegański. Były piłkarz Skry Częstochowa zaprezentował się nad wyraz dobrze, przede wszystkim broniąc karnego wykonywanego przez Mateo Politano. Przyszłość bramki Wisły wydaje się więc być spokojna. W ogóle w tym meczu trener Guľa poeksperymentował, wszak była to doskonała okazja do sprawdzenia różnych możliwości taktycznych, a przy tym – w przeciwieństwie do poprzednika – szkoleniowiec potwierdził swój szacunek do wszystkich zawodników z szerokiej kadry, dając pograć z topowym rywalem kilku młodym lub powracającym po kontuzji piłkarzom. Co prawda, mecz ostatecznie Wisła przegrała, ale przecież na początku drugiej połowy mogła prowadzić dwa, a nawet i trzy do zera, jeśli tylko najpierw Mariusz Złotek nie odgwizdałby dyskusyjnego spalonego Serafina Szoty, a później Dor Hugi nie zmarnował setki przy ładnej indywidualnej akcji po lewym skrzydle. No i się zemściło.

To, co nie udało się z jedenastu metrów, udało się z siedemnastu. Politano wszedł pod pole karne Wisły jak rozgrzany nóż w masło i uderzył przy krótkim słupku Biegańskiego. Podobnie zresztą wyglądał gol Machacha, chociaż Francuz był trochę odważniejszy i wbiegł z piłką niemal do samej bramki Kacpra Rosy, który zmienił swojego kolegę kilka chwil wcześniej. Oba gole obnażyły wyraźną słabość Wisły, jaką jest skuteczna do bólu gra w obronie. Adrián Guľa ma więc nad czym pracować, choć powroty Mehremica, czy w przyszłości Alana Urygi mogą mu w tym pomóc.

Ostatecznie Wisła przegrywa, zostawiając jednak po sobie całkiem dobre wrażenie i prezentując bardzo szerokie możliwości kadrowe. Kibice Białej Gwiazdy, którzy po meczu oklaskiwali także legendy swojego klubu mogą z optymizmem spoglądać na najbliższą przyszłość, bo na ten moment wreszcie w ich klubie wszystko wygląda normalnie.

Wisła Kraków – SSC Napoli 1:2 (1:0)
1:0 – Felicio Brown Forbes 6′
1:1 – Mateo Politano 67′
1:2 – Zinedine Machach 85′

fot. wislaportal.pl

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie