Artur Mroczka po groźnym upadku spowodowanym przez swojego kolegę z drużyny, przekonuje, że między nim, a Arturem Czają nie ma nieporozumień. – Ciężko takie rzeczy przewidywać – powiedział zawodnik Grupy Azoty Unii Tarnów.

Do kuriozalnej sytuacji doszło w 10. biegu meczu na szczycie Nice 1. LŻ pomiędzy tarnowską Grupą Azoty Unią i Zdunek Wybrzeżem Gdańsk (53:37). Gospodarze pewnie prowadzili 5:1, ale na drugim okrążeniu Czaja nie zostawił miejsca Mroczce i ten zaliczył  niebezpieczny upadek. – Artur chyba mnie nie widział, bo ja jednak jechałem cały czas lekko za nim. On jechał swoje, a ja myślałem po prostu, że się wcześniej złoży i zostanie dla mnie trochę miejsca – tłumaczył całą sytuację Mroczka. – Gdybym wiedział wcześniej, że się tak stanie to pewnie zamknął bym gaz, puścił wszystkich i wyjechał z łuku czwarty. Ciężko takie rzeczy przewidywać. Na szczęście jest wszystko dobrze – wyjaśnił.

Obaj zawodnicy zaraz po feralnym wyścigu nie wdawali się w żadne spory. – Z Arturem wszystko sobie od razu wyjaśniliśmy i nikt nie ma do nikogo żadnych pretensji. Jesteśmy drużyną, a to jest żużel. Trzeba po prostu takie rzeczy rozumieć i robić wszystko, żeby w przyszłości podobne sytuacje się nie powtórzyły – zaznaczył Mroczka, a w niemal identycznym tonie całe zajście skomentował sprawca nieszczęśliwego zdarzenia. – Już wszystko sobie wyjaśniliśmy, jest OK – dodał Artur Czaja.

Sam mecz był dla Artura Mroczki wyjątkowy, choć indywidualnie zawodnik liczył na zdecydowanie więcej. – Dwa biegi dobre, później upadek i ja już nie byłem w tym meczu. Właściwie to nie wiedziałem gdzie jestem. Myślę, że wynik jest dobry, a gdybyśmy nie mieli upadków, czy defektów to byłby on jeszcze wyższy. Ważne, że osiągnęliśmy swój cel – skomentował. – Chciałbym też dodać, że dziś jechałem mecz dla mojej córki, która ma trochę problemów i jest w szpitalu. Być może to też sprawiło, że nie czułem się na torze tak jak zawsze. Miał być komplet, ale go nie ma. Ale jedziemy dalej – podkreślił.

Mimo niedzielnych incydentów jazda wychowanka GTŻ Grudziądz (obecnie GKM) ciągle robi spore wrażenie na tarnowskich kibicach. Mroczka jest jednym z najbardziej bojowych żużlowców w teamie Pawła Barana. – Ja jestem walczak i walczę. Na początku kariery kiedy się jest młodym było ciężej, bo brakuje może umiejętności, ale teraz trochę się tego żużla nauczyłem i wykorzystuję wszystkie okazje. Jeśli chce się być dobrym, najlepszym to po prostu trzeba tak jeździć – zakończył szósty aktualnie zawodnik Nice 1. LŻ.

fot. Janusz Tokarski

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie