20 sierpnia pierwszy mecz półfinałowy Nice 1. LŻ pomiędzy Orłem Łódź i Grupą Azoty Unią Tarnów. Zdecydowanym faworytem są tarnowianie, którzy w cuglach wygrali rundę zasadniczą. – Nie możemy zaprzepaścić tej szansy – mówi Patryk Rolnicki, najlepszy junior na pierwszoligowym froncie.

– W meczu z krakowską Arge Speedway Wandą miałeś dość nieprzyjemny upadek. Jak zdrowie?

– Już się czuję lepiej, choć jeszcze trochę boli mnie kręgosłup. Cały czas jeszcze uczęszczam na rehabilitację i myślę, że ten czas do następnego meczu pozwoli się wykurować.

– No właśnie. Przed wami półfinałowy mecz w Łodzi. W rundzie zasadniczej wygraliście tam bez większych problemów, więc łódzki tor macie opanowany?

– Szczerze mówiąc jeździłem wtedy pierwszy raz w Łodzi. Jak przyjechałem i zobaczyłem tamten tor to pierwszy raz w życiu. Może nie, że się bałem, ale mocno stresowałem przed tamtym meczem. Było dość przyczepnie, ale na szczęście dało się jechać, nie powstawały koleiny, czy dziury. Okazało się, że to tor jak każdy inny.

– Jesteście zadowoleni z ułożenia par półfinałowych, czy może rozstrzygnięcia nie do końca poszły po waszej myśli? Może woleliście jechać dwumecz z Daugavpils, z którym dwa razy gładko wygraliście?

– Chyba z każdą drużyną byłoby ciężko, z Wybrzeżem, Lokomotivem, czy w końcu z Orłem. Na każdy mecz musielibyśmy się tak samo nastawiać bojowo, żeby gdzieś sobie tego pierwszoligowego finału nie zaprzepaścić. W sumie dobrze, że trafiliśmy na Łódź, bo jest najbliżej.

– Tak, czy inaczej jesteście bezsprzecznym faworytem Nice 1. LŻ. PGE Ekstraliga jest na wyciągnięcie ręki, więc pewnie czujecie jej „zapach” w pobliżu?

– Teraz jeszcze nie ma co mówić o ekstralidze. Jeszcze nie awansowaliśmy, ale fajnie by było gdybyśmy tam wrócili. Ja osobiście pojeździłem trochę w tej pierwszej lidze, rozjeździłem się, poznałem wiele torów, na których nie miałem wcześniej okazji się ścigać i mam wielką nadzieję, że to doświadczenie z tego roku zaprocentuje w przyszłym. W PGE Ekstralidze jeżdżą już klasowi zawodnicy i będzie dużo ciężej, ale jeśli awansujemy to i z nimi powalczę.

– Ty zanotowałeś znaczny progres jeśli chodzi o jazdę i umiejętności czysto żużlowe. Gdzie tkwi sekret? Sprzęt, czy może słabsza liga?

– Na pewno zaprocentowało to, że w ubiegłym roku objechałem całą ekstraligę i to już był spory bagaż doświadczeń, z lepszymi w końcu zawodnikami. Ale jest mi też łatwiej, bo w tym roku mam swojego mechanika. Dzięki niemu nie jestem przemęczony, nie muszę sam przy wszystkim harować, ale liczyć na jego pomoc. Mam ogarnięty sprzęt, spore i trafione inwestycje w sprzęt oraz dobre przygotowanie fizyczne przed sezonem. To procentuje.

Czytaj także na przeglądsportowy.pl

fot. Janusz Tokarski

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie