W środę, na kilka dni przed inauguracją PGE Ekstraligi Grupa Azoty Unia Tarnów zaliczyła pierwszy trening na własnym torze. Nawierzchnię po wielu tygodniach kapryśnej aury wreszcie udało się należycie przygotować. – W niedzielę tor nie powinien nas zaskoczyć – ocenił po treningu opiekun zespołu Paweł Baran.

We wtorek tarnowianie ostro wzięli się do pracy. Dzień później warunki do jazdy były idealne. – Mieliśmy obawy przed treningiem jak ten tor będzie się zachowywał po zimie, ale wszystko było ok. Mamy za sobą pierwsze luźne jazdy, a w czwartek pojeździmy trochę spod taśmy – mówił zadowolony z pierwszych jazd szkoleniowiec Unii.

Nie mniejsze zadowolenie widać było także u zawodników. – Chłopaki przede wszystkim lubią jeździć więc pewnie, że się cieszą każdą chwilą na torze. Dobrze, że wszystko poszło zgodnie z założeniami – oznajmił Paweł Baran. Zapytany o intensywność kolejnych treningów, trener tarnowian wyjawił, że nie zamierza niczego robić na siłę. – Wydaje się może, że przed meczem trzeba jeździć do oporu, ale to też dla zawodników jest dość męczące. Zobaczymy. Jeżeli ktoś będzie potrzebował jazdy do soboty to będzie jeździł, jak ktoś takiej potrzeby nie będzie czuł to niekoniecznie – wyjaśnił.

Czy wobec tego, a także mając na uwadze przygotowaną na ostatnią chwilę nawierzchnie, tor będzie dla tarnowian atutem? – Oczywiście, że tor będzie naszym atutem. Nie będzie przecież wielkiej zmiany nawierzchni do niedzieli w porównaniu z tym, co mamy teraz na treningu. No chyba, że w niedzielę przed meczem spadnie deszcz. Diametralnych różnic jednak się nie spodziewamy i nic nie powinno nas zaskoczyć – zaznaczył.

W pierwszym meczu w PGE Ekstralidze Grupa Azoty Unia Tarnów w niedzielę podejmie u siebie Falubaz Zielona Góra. Szkoleniowiec gospodarzy już od dawna wie jak ułożyć skład na to spotkanie – W czwartek musimy podać skład, więc zestawienie mam już w głowie ułożone. Właściwie już przed sparingami miałem, ale teraz jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji, więc podaję skład i jedziemy – zakończył Paweł Baran.

fot. Paweł Wilczyński

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie