GRUPA AZOTY Unia Tarnów wygrała drugi mecz w PGE Ekstralidze. Zwycięstwo nad Get Well Toruń nie było tak zaskakujące, jak jego rozmiary. Ekipie Jacka Frątczaka zdecydowanie brakowało liderów i ostatecznie przegrała ona z beniaminkiem 39:51. – Wygrywamy jako zespół i przegrywamy jako zespół – mówił po meczu manager gości.

Najlepszym zawodnikiem w toruńskim zespole był junior Daniel Kaczmarek, zdobywca 11 punktów. – Na pewno ze swojego wyniku jestem zadowolony, ale ta radość nie jest pełna. Szkoda, że mecz tak się potoczył. Tor był dobrze przygotowany, ale brakowało nam punktów liderów. Czasu nie cofniemy, więc skupiamy się już na kolejnym spotkaniu z Grudziądzem – powiedział najlepszy zawodnik gości.

Naszpikowana żużlowymi gwiazdami drużyna Jacka Frątczaka nie potrafiła wygrywać biegów. Łącznie torunianie zwyciężyli indywidualnie w tylko czterech biegach. – Pochylamy głowę, trzeba ją posypać popiołem – przyznał manager Get Well Toruń. – Gdzie w naszej drużynie są kłopoty, to widać doskonale po tabeli punktowej. Ciężko było stosować rezerwy taktyczne, bo żaden z seniorów specjalnie się nie wyróżniał. Jednak wygrywamy jako zespół i przegrywamy jako zespół. Czterema zwycięstwami indywidualnymi nie da się wygrać meczu – zaznaczył.

W zupełnie innej sytuacji był z kolei Paweł Baran. Szkoleniowiec tarnowskiej GRUPY AZOTY Unii mógł z uznaniem patrzeć na zdobycze nie tylko swoich liderów, ale i drugiej linii – Jakuba Jamroga (10+1), czy Artura Mroczki (8). – Żeby wygrywać mecze wysoko to wszyscy muszą dorzucać ważne punkty – podkreślił. Swoją szansę dostał również rezerwowy Wiktor Kułakow. Rosjanin już w drugiej serii zmienił Petera Kildemanda. – Wiktor nie tyle nie był wcześniej doceniany, co potrzebował pełnego cyklu przygotowań. Zaryzykowaliśmy z Mirkiem Cierniakiem i się udało. Gdyby Kułakow przywiózł zero, pewnie pojawiłyby się teraz inne pytania – tłumaczył Paweł Baran.

Kolejny raz gwiazdą spotkania z udziałem tarnowian był Nicki Pedersen. Duńczyk rozwiał już wszystkie wątpliwości, co do swojej dyspozycji w sezonie 2018. – Czekałem na powrót do speedwaya zbyt długo. Niecierpliwiłem się, ponieważ chciałem zacząć wreszcie zacząć jeździć. Mój sprzęt spisuje się dobrze, a bywało z nim różnie ostatnimi czasy. Nawet kiedy nie wyjdzie ze startu, możesz powalczyć na trasie. Cieszę się, że wróciłem do dobrego ścigania – przekonywał Pedersen.

Czytaj także na speedwayekstraliga.pl

fot. Paweł Wilczyński

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie