Ernest Koza: muszę w końcu trafić do normalnego klubu

Po kłopotach finansowych w Wandzie Kraków Ernest Koza miał w Rzeszowie wreszcie odetchnąć z ulgą. Okazało się jednak, że żużlowe eldorado Ireneusza Nawrockiego rozsypało się jak domek z kart, a zakontraktowani zawodnicy zostali na lodzie i teraz muszą szukać nowych klubów.  – Jakby nie byli wiarygodni to tego kontraktu bym nie podpisał – mówi nam wychowanek tarnowskiej Unii.

Rafał Martuszewski: – Jak zareagowałeś na informacje o braku licencji dla Stali Rzeszów?

Ernest Koza: – Za pierwszym ogłoszeniem jakoś specjalnie się tym nie przejmowałem, bo myślałem, że koniec końców Rzeszów tą licencję jednak dostanie. Za drugim to już wszystko było jasne.

– Dużo oczekiwałeś od Stali?

– Ja od klubu, a trochę też klub ode mnie.

– Działacze klubu z Rzeszowa byli dla ciebie wiarygodni pomimo wielu doniesień medialnych, że tak może nie jest?

– Jakby nie byli wiarygodni to tego kontraktu bym nie podpisał. Wiadomo, że rozmawiałem też z zawodnikami i z tych rozmów wynikało, że nie jest tak źle. Widzieliśmy się z prezesem kilka razy, rozmawialiśmy też przez telefon i się dogadaliśmy. Nic nie zapowiadało katastrofy.

– Co w takim razie dalej z Ernestem Kozą? Jakie kroki rozważasz?

–  Przede wszystkim chciałbym jeździć w przyszłym sezonie. Wiem, że stać mnie na dobrą jazdę, tylko muszę w końcu trafić do normalnego klubu. Chciałbym żeby normalnie odbywały się treningi, czy wreszcie była ta płynność finansowa, bo od tego naprawdę dużo zależy. Jeśli nie masz pieniędzy na sprzęt to w niego nie inwestujesz.

– Kibice z Tarnowa chętnie widzieliby Cię w Tarnowie. Chciałbyś?

– Bardzo bym chciał. Pochodzę z Tarnowa, tutaj się uczyłem jazdy na żużlu i jest to moje miasto. Na stadion mam 10 km, więc jest to blisko. Klub też jest z wieloma latami tradycji i solidny ośrodek. Wiadomo, że chciałbym wrócić, ale to nie ode mnie zależy.

– A jeśli nie będzie opcji pozostania w Nice 1. LŻ rozważysz starty w drugiej lidze?

– Przede wszystkim chciałbym jednak się rozwijać. Nice 1. LŻ daje taką możliwość, bo przy jednym bardzo dobrym sezonie pojawiają się szersze możliwości. Na drugą ligę patrzy się jednak trochę inaczej.

– A gdyby nie udało się osiągnąć porozumienia z żadnym klubem? Kariera zawiśnie na włosku?

– Mam nadzieję, że to tylko teoria i wolałbym się jednak gdzieś załapać. Mam nadzieję, że będzie to pierwsza liga.

– Żałujesz swoich poprzednich klubowych wyborów?

– Szczerze nie żałuję. W 2017 w Krakowie nie było źle. Nawet całkiem niezły wynik udało się osiągnąć zarówno indywidualny, jak i drużynowy. Pasował mi też tor w Krakowie, więc sportowo było okej. Zabrakło może tych finansów. Rzeszów to już inna historia. Skończyło się tak, a nie inaczej.

fot. Ilona Jasica

Ernest Koza: muszę w końcu trafić do normalnego klubu
Rate this post