Nieodkryty Ląd (3): Włochy

Ciężkie życie mają włoscy adepci żużlowi. Koszty utrzymania stadionów w ich ojczyźnie są wysokie, przez co często nie mają gdzie trenować i za co inwestować w sprzęt. – Mamy kluby, które posiadają zawodników, ale nie mają toru, na którym mogliby jeździć – mówi dwukrotny mistrz Włoch, Michael Paco Castagna.

Stadion w Lonigo powstał w 1947 roku. Jego stworzenie dało impuls ówczesnym działaczom, gdyż od tamtego czasu wiele klubów motorowych zaczęło tworzyć tory w północnych Włoszech – rozpoczyna swoją opowieść Paco – Żużel kiedyś był bardzo popularny, szczególnie do roku 2000. Mieliśmy wtedy wiele stadionów, a żużlowcy zyskiwali dużo uwagi ze strony gazet. Jednym z czynników, które miały na to wpływ, byli dobrzy zawodnicy, którzy odnosili sukcesy międzynarodowe, m.in. mój tata. Teraz ludzie wiedzą co to za dyscyplina, ale nie śledzą jej czynnie – generalnie społeczeństwo uważa, że to szalony sport. Sytuacja zdecydowanie nie jest tak kolorowa, jak miało to miejsce w ubiegłym wieku – przyznaje niechętnie zawodnik.

Niestety pomimo swojego decydującego znaczenia, w listopadzie pojawiły się informacje o braku homologacji dla toru w Lonigo, z który z pewnością należy do jednych z najbardziej legendarnych, żużlowych obiektów. – Jest to ogromny problem – potwierdza doniesienia młody Castagna – To najstarszy tor i tak naprawdę kawałek historii tego sportu. Odbywały się tam kwalifikacje do Mistrzostw Świata i Europy, Grand Prix, zawody otwarte, a najlepsi żużlowcy z całego świata niegdyś mieli okazję się tam ścigać. Niestety z powodu kłótni w radzie pomiędzy niektórymi ludźmi, świat speedwaya traci kolejny świetny tor, co trzeba uznać za ogromną stratę.

We Włoszech istnieje kilka klubów. Aczkolwiek nie wygląda to tak jak w innych państwach, ponieważ nie funkcjonuje tam żadna liga. – W zeszłym roku we Włoszech działały cztery stadiony, a teraz wygląda na to, że w następnym sezonie tylko na jednym będą odbywały się oficjalne zawody. Terenzano prowadzi normalną działalność i jest to absolutnie świetne miejsce, wspaniały tor oraz ładny stadion. Lonigo ma problem z radą, więc prawdopodobnie nie zostanie otworzone w 2019. Z kolei Badia Calavena w tym roku była otwarta tylko na czas treningów, a Misano Adriatico jest w środkowych Włoszech i jest używany jako „Flat Track”. Mamy również kluby, które posiadają zawodników, ale nie mają toru, na którym mogliby jeździć – tłumaczy Włoch.

Tak jak w przypadku innych państw z naszego cyklu, tamtejsi żużlowcy muszą także zmagać się z wieloma przeszkodami na drodze do uprawiania ukochanej dyscypliny. – Tory są otwarte tylko w konkretne dni, około ośmiu do dziewięciu razy na rok. Nie może się to odbywać częściej z powodu braku zawodników, problemów z hałasem, na który władze ciągle zwracają uwagę oraz wydatków związanych z dzienną pracą. Oczywiście znajdują się pracownicy na stadionie, ale są to w głównej mierze wolontariusze, którzy zgłaszają się do pomocy, gdy ma odbyć się trening lub zawody.

Mówi się, że pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów, lecz w świecie żużlą są one dużym ułatwieniem. – Stadiony w Polsce wydają się być bardziej grząskie przez większość czasu, podczas gdy włoskie tory są bardziej śliskie. Poza tym, wydaje mi się, że we Włoszech przynajmniej w większości wypadków można znaleźć bardzo gładkie, proste powierzchnie, bez wybojów na torze. Warunki są takie, a nie inne, głównie z tego względu, że utrzymywanie nawierzchni na wysokim poziomie cały rok jest drogie, a niektóre kluby nie mają zbyt wielu pieniędzy. Tak więc nie będą oni inwestować w materiał toru, bo muszą borykać się z innymi kosztami, takimi jak utrzymywanie stadionu, dmuchanych band i parku maszyn – wylicza syn Armando Castagny.

Włochy nie są zatem krajem, który daje perspektywę wzniesienia kariery na profesjonalny poziom. By żyć z żużla, Azzurri muszą opuścić ojczyznę. – Niemożliwym jest podjęcie zawodowstwa we Włoszech, ponieważ mamy tylko siedem lub osiem rund Mistrzostw Włoch i mało zawodów międzynarodowych, takich jak kwalifikacje do Mistrzostw Świata lub Europy. Jeśli ktoś chce więcej jeździć, to musi wsiąść do samolotu i polecieć do Wielkiej Brytanii, Szwecji, Polski, czy Danii. W tym momencie tylko Nicolas Covatti tego dokonał. Ja zaczynam swoją przygodę z ligą brytyjską w przyszłym roku. Głównie traktujemy to jako hobby. Ja pracuję każdego dnia od poniedziałku do piątku w kuchni jako kucharz, zdarza się również, że sprzątam i pieniądze otrzymywane w pracy inwestuję w motory oraz podróże. Ostatnie dwa lata siedziałem w pracy do 23:00, potem jechałem całą noc, by następnego dnia wziąć udział w zawodach. Właśnie to trzeba robić z miłości do sportu – podkreśla Castagna.

Czy żużel w Italii będzie więc rozkwitał w następnych latach? – Nie, nie sądzę, żeby miało mieć to miejsce w bliskiej przyszłości – odpowiada od razu żużlowiec – Głównie dlatego że w tym momencie następuje regres. Jest wiele nienawiści i zazdrości, nawet w tak małym środowisku i z tak nieliczną grupą zawodników, co tylko negatywnie wpływa na całą dyscyplinę. Z drugiej strony, mamy ludzi takich jak ja, którzy starają się stworzyć szkółki żużlowe, by młodzież mogła się rozwijać i stać się żużlowcami. Mam nadzieję, że przyczynię się do rozwoju speedwaya w mojej ojczyźnie.

Jakiś czas temu we Włoszech stworzono innowacyjny program Talenti Azzurri, który sprawuje pieczę nie tylko nad żużlowymi rajderami, lecz również nad przedstawicielami enduro, motocrossa, MotoGP lub F1. – To grupa 92 zawodników z każdej dyscypliny motorowej we Włoszech, wyselekcjonowanych przez włoską federację, która pomaga w zdobywaniu większych zasięgów w mediach, co ma wpływ na rozmowy z potencjalnymi sponsorami. Bez tego trudno jest uzyskać jakieś wsparcie. Jeśli chodzi o sam żużel, to do programu zostałem wybrany ja oraz Mattia Lenarduzzi, jako że jestem Mistrzem Włoch seniorów, a on zwyciężył na szczeblu juniorskim. Osobiście staram się również samemu naciskać na gazety, by reklamować naszą dyscyplinę, lecz jest to żmudna praca i zazwyczaj nie dostaje się dużo miejsca do popisu na stronie. Bardzo pomocne okazują się więc social media, dzięki którym kibice mogą być na bieżąco z moimi poczynaniami – zauważa Paco.

Mimo działań naszego rozmówcy, mimo programu Talenti Azzurri, jedyną ścieżką dla młodych, włoskich żużlowców jest opuszczenie kraju i próba przebicia się w Wielkiej Brytanii. Co mogłoby sprawić, że sytuacja ulegnie zmianie? Z pewnością szersza promocja dyscypliny wraz z dużym inwestorem. Takiego na razie próżno szukać.

Nieodkryty Ląd to seria, w której Angelika Garczyk i Mateusz Dziopa pokazują obraz żużla w krajach, które z żużlem kojarzą się tylko nielicznym.

fot. just1racing/FIM

Nieodkryty Ląd (3): Włochy
Rate this post