W naszej serii nieraz przewijał się optymizm. Nadchodzi wiosna, czas zatem podwoić jego dawkę. Zapraszamy na podróż do Francji, gdzie żużel dopiero się rozwija. Z pomocą Xaviera Murateta, pełnego nadziei żużlowca, przybliżymy krajobraz czarnego sportu w kraju nad Sekwaną.

O początkach żużla we Francji opowiedział nam jeden z francuskich żużlowców, Xavier Muratet. – W latach 80. dwóch zawodników wróciło z Wielkiej Brytanii do Marmande i zdecydowali zbudować porządny tor. W przeszłości odbywały się tam kwalifikacje do mistrzostw świata. Następnie został stworzony obiekt w Lamothe-Landerron, który gościł wiele zawodów międzynarodowych. Oprócz kwalifikacji do SGP, we Francji miały miejsce również eliminacje SEC. Tak naprawdę nie mamy wielkiej żużlowej historii jak inne kraje, lecz naszym zadaniem teraz jest zapisać jej nowe karty i właśnie to staramy się robić! – mówi Xavier. Dla rodziny 25-latka, wraz z pojawieniem się żużla w kraju, wszedł on w krąg zainteresowań familii. – Mój ojciec w latach 80 uprawiał żużel na długim torze, tak więc logiczną kolejnością rzeczy było to, iż ja zacząłem kontynuować rodzinną tradycję i wkrótce wsiadłem na motocykl żużlowy.

Obecnie, dyscyplina przeżywa rozkwit – W tym momencie zainteresowanie rośnie, lecz odbywa się to powoli. Francuzi są przyzwyczajeni do zawodów na długim torze i tak naprawdę nie sympatyzują ze standardową odmianą speedwaya. Jednakże odkąd nasza federacja powołała ligę żużlową, wszystko coraz lepiej się układa. Myślę, że gdy telewizja dostrzeże nasz potencjał, żużel stanie się jeszcze bardziej popularny – wierzy Muratet.

Nadzieje są spore, choć żużlowcom we Francji nadal jest ciężko – Z racji tego, że ten sport nie jest w naszym kraju tak popularny, ludzie nie są nawet świadomi istnienia takiego sportu! Przez to proces znalezienia sponsorów jest skomplikowany podczas każdego sezonu. Poza tym, większość z nas, zawodników, mieszka w okolicy Marmande. Tak więc czasami dzielimy tych samych darczyńców. Jednak skoro mamy tylko 15-20 biegów na rok, jakoś sobie radzimy z kosztami w trakcie sezonu. Czasami dla niektórych jest to proste, a dla innych o wiele bardziej trudne. Szczęśliwie mamy we Francji sklep z częściami żużlowymi, który oferuje nam przystępne ceny. – dostrzega plusy 25-latek.

Powody do optymizmu przynoszą nie tylko czynne sklepy z częściami. W kraju nad Sekwaną zorganizowano żużlowe rozgrywki ligowe. Co ważne, organizatorzy robią wszystko, by właśnie nimi wypromować dyscyplinę w państwie. – Liga francuska zaczęła swoją działalność trzy lata temu. Mamy cztery drużyny: Lamothe-Landerron, La Réole, Marmande, Morizès. Nadaliśmy naszym rozgrywkom duński format. Zawody żużlowe odbywają się raz na dwa tygodnie w trakcie weekendu. By żużel w naszym kraju nabrał większego rozgłosu, miejscowa federacja zdecydowała o tym, by każda drużyna miała przynajmniej jednego obcokrajowca w składzie. Tak to wygląda na dzień dzisiejszy. Mamy po cztery zawody na własnym torze oraz na wyjeździe. Nie mamy jeszcze półfinałów, ani finału, ale być może pojawią się one w niedalekiej przyszłości. Głównie jeździmy w niedzielę, ale zdarzają się także spotkania w sobotę. Niektóre kluby odbywają dwa mecze jednego dnia – pierwszy rano, a drugi po południu. Każde zawody są nagrywane, co wpływa na przyrost nowych fanów, a także daje możliwość oglądania obcokrajowcom. Wszystkie filmiki można znaleźć na facebooku. Aktualnie niektóre kluby longtrackowe są zainteresowane dodaniem toru żużlowego na ich torach, by zbudować nowe drużyny dla standardowej wersji żużla. To może zająć jakiś czas, ale przynajmniej mielibyśmy jedną lub dwie ekipy więcej, dzięki czemu nasz sezon mógłby się wydłużyć. W rzeczywistości nasz sezon ma miejsce od lutego do marca tylko dlatego, że w ten sposób w naszych klubach mogą jeździć zawodnicy zagraniczni, ponieważ ich sezon jeszcze się nie zaczął. Szczęśliwie pogoda na to pozwala, ponieważ zima nie jest zbyt sroga, dzięki czemu możemy jeździć cały rok – tłumaczy Xavier Muratet.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest źle? – to pytanie zadane swego czasu przez Kazimierza Górskiego wydaje się oddawać wszystkie nasze przemyślenia podczas opowieści Xaviera. 25-latek nie zapomniał jednak o przeszkodach, z którymi zmaga się żużel we Francji – Tak naprawdę stadiony to jedyna rzecz, jakiej brakuje nam we Francji. Do naszej dyspozycji pozostają jedynie tory zewnętrzne. Pracują na nich wolontariusze, głównie są to osoby na emeryturze. Jeśli chodzi o mechaników, to są to nasi przyjaciele lub ludzie, którzy zawsze stanowili część tego sportu. W rzeczywistości w każdy weekend uczymy się czegoś nowego, czasem na własnych błędach – mówi Muratet, któremu jednak nadal nie możemy odmówić optymizmu – Jesteśmy krajem motocrossa, enduro i MotoGP. Nawet fakt, że mamy mistrza świata na długim torze (Dimitri Berge przyp.red.), tego nie zmieni… na dzień dzisiejszy. Naprawdę mam nadzieję, że pewnego dnia speedway stanie się profesjonalną dyscypliną sportową. Jednak na ten moment nie mamy wystarczająco dużej publiki, ilości zawodników i sponsorów. Kiedy tylko spełnimy te wszystkie kryteria, żużel we Francji będzie jeszcze bardziej się liczył na arenie międzynarodowej – zakończył pełny nadziei Francuz,

Nieodkryty ląd to seria, w której Angelika Garczyk i Mateusz Dziopa pokazują obraz żużla w krajach, które z żużlem kojarzą się tylko nielicznym.

Rate this post