Już dawno nie nagrywaliśmy naszego autorskiego magazynu, który – jak pewnie niektórzy z was wiedzą – jest pierwszym w całości prowadzonym w ramach łączności online. #LSD było cool zanim przyszła pandemia. Teraz zastanawiam się, czy nie zmienić rozwinięcia tego skrótu. W niedzielę, w magazynie PGE Ekstraligi na odległość rozmawiano z szefem sędziów, panem Leszkiem Demskim i wnioskując po ilości spływającego potu, dla samego Pana Leszka nie była to rozmowa najprzyjemniejsza. W innym wypadku w tamtym pomieszczeniu należy szybko zamontować klimatyzator.

Mimo tego dziwnego wstępu teraz będzie trochę na poważnie. Mam nadzieję, że większej żużlowej bolączki już w tym roku nie będzie. Wiem doskonale jak wielu ludzi za sprawą toru w Częstochowie, odwołania meczu z PGG ROW-em i co dziwniejsze – przeniesienia go na inny termin do Rybnika, dzisiaj cierpi i jest delikatnie mówiąc podrażnionych. Gromy posypały się na PGE Ekstraligę, PZM-ot i próbującego wytłumaczyć to wszystko w magazynie na nSport+ Leszka Demskiego. Frustracja i zdziwienie kibiców jest zrozumiałe, ale ja akurat jestem daleki od obwiniania organów zarządzających ligą, czy całym polskim żużlem. Podjęcie radykalnych decyzji to w mojej opinii kwestia być albo nie być dla tego żużlowego ośrodka, więc postanowiono zrobić to w sposób nazwijmy „łagodny”, choć obstawiam, że wymiar pełnej kary jest jeszcze kwestią dyskusji. Winni są pod Jasną Górą i bynajmniej nie chodzi tu o ojców Paulinów, którzy najprawdopodobniej w trosce o uprawy wymodlili deszcz.

Szkoda, że włodarze Włókniarza w ogóle zabrali się za prace agrarne na swoim owalu, bo dziś afera wydaje się większa niż ta związana z przekopem Mierzei Wiślanej. Jestem przekonany i mam głęboką (to dobre słowo) nadzieję, że częstochowscy działacze chcieli dobrze, a gdzieś po prostu zabrakło i wiedzy, i doświadczenia, i przede wszystkim umiejętności. Teraz cierpi cała dyscyplina od najwyższego szczebla rozgrywek po drugą ligę włącznie. Mówi się dzisiaj, że Leszek Demski był pod obstrzałem, że nie potrafił niczego sensownie wytłumaczyć, że się miotał we własnych słowach, kluczył jak gdyby był winnym całego zajścia. Błąd. Oczywiście bardzo ważne są pytania, które na antenie zadawali Marcin Majewski, czy Tomek Dryła. Całą tę farsę należy jak najbardziej szczegółowo wyjaśnić. Tego oczekują kibice, sponsorzy, współakcjonariusze i częstochowscy kanalarze. Problem w tym, że prawie każdy na miejscu Leszka Demskiego wyglądałby tak samo. Stres związany z przepytywaniem na wizji przez kilka osób jest naturalny, a plątanie się języka niczym zaskakującym. Pewnie, że byłoby profesjonalnie, gdyby odpowiedzi były wyważone, bardziej merytoryczne i stanowcze. Niemniej jednak osobiście podchodzę do tego ze zrozumieniem, wszak winnych – jak już wspomniałem – należałoby szukać gdzie indziej.

Na koniec o “żużlu właściwym”. Słusznie zauważyli twitterowicze, że mijający weekend stał pod znakiem niespodzianek. Przegrał Apator, przegrała Unia Leszno, więc i Wilki Krosno są dzisiaj zagrożone. Kapitalny mecz obejrzeliśmy na Olimpijskim, gdzie prowadząca w pewnym momencie dziesięcioma punktami Sparta przegrała ostatecznie z niebywale napędzoną Stalą Gorzów 44:46 i najpewniej pogrzebała swoje szanse na strefę medalową.

W Zielonej Górze mecz był mniej widowiskowy, ale rozstrzygnięcie jak najbardziej istotne. FOGO Unia Leszno straciła punkt bonusowy, co w kontekście zbliżającej się fazy play-off jest niezwykle istotnym zagadnieniem. Falubaz pokazał, że można ugryźć tego kolosa, że za pomocą procy można wybić oko Goliatowi. Z drugiej strony, leszczynianie będą bardziej czujni, być może wkradnie się w ich głowy myśl, że to nie ten sam kolektyw, jak w minionych latach. Mamy niesamowitą i niesłychanie emocjonującą końcówkę sezonu zasadniczego. Na osłodę.

Slajd: nSport+

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie