Pierre de Coubertin to ojciec nowożytnego ruchu olimpijskiego, który nie ukrywał swoich mizoginistycznych zapędów. Gdyby nie więc starania działaczki Alice Milliat, kobiety najprawdopodobniej nie brałyby udział w IO w takiej skali jak dziś. To właśnie ona przekonywała, że sport może być dla kobiet narzędziem w walce o równouprawnienie.

Gdybym miała wymienić jednego z ojców współczesnej nagonki na kobiety w sporcie, byłby nim z pewnością francuski baron, Pierre de Coubertin, który przewodził nowożytnemu ruchowi olimpijskiemu. Letnie Igrzyska w Atenach z 1896 roku były opisywane jako „hymn na cześć męskości (EHNE), tak więc oczywistą oczywistością było to, że sportsmenki nie miały prawa tam się znaleźć. Choć głoszone przez barona farmazony (takie jak zgorszenie widokiem kobiet zjeżdżających na sankach) wyraźnie wskazują na to, że był on mizoginem, to jednak próbował on się zasłonić historią. Arystokrata przywoływał, że przecież w starożytności panie również nie startowały w zawodach – dlaczego więc kilka wieków później miałoby to ulec zmianie?

Niestety postawa założyciela MKOl wobec płci pięknej nie uległa poprawie za jego życia, ale ku jego niezadowoleniu, w 1900 roku nastąpił pewnego rodzaju przełom. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu pozwolono kobietom na uprawianie sportów „uważanych za zgodne z ich kobiecością i delikatnością”. W większości były to dawne sporty uprawiane przez arystokrację, takie jak tenis, żeglarstwo, krokiet, jazda konna, czy łyżwiarstwo figurowe (EHNE). Ten stan rzeczy nie uległby zmianie, gdyby nie heroiczna postawa odważnych kobiet, takich jak Alice Milliat, która uważała, że należy rozszerzyć, a także promować obecność pań w sporcie. Milliat, entuzjastka pływania, wioślarstwa i hokeja, była przekonana, że sport może być dla kobiet narzędziem w walce o równouprawnienie. Całe swoje życie podporządkowała spełnieniu tego celu i dzięki temu z sukcesem pokonywała kolejne bariery, które stawały zawodniczkom na drodze.

Z początku XX wieku znalazłam również zapiski dotyczące utworzenia kobiecego klubu sportowego we Francji w 1911 roku. Nazywał się on Fémina Sport i to właśnie w nim swoje pierwsze kroki jako działaczki sportowej stawiała Alice Milliat. Klub sponsorował przeróżne zawody sportowe dedykowane paniom, a już sześć lat później zainaugurował nawet pierwsze Mistrzostwa Francji w lekkoatletyce kobiet, co naturalnie nie mogło nie odbyć się w atmosferze skandalu. Mówiono, że biorące w nim udział sportsmenki przynoszą wstyd swoim rodzinom, gdyż zachowują się jak „dzikie, rozchwiane emocjonalnie, fanatyczne kobiety”. Nie do pojęcia dla opinii publicznej było też to, że zwyciężczyni w rzucie dyskiem, Violette Gouraud-Moriss, zdecydowała się wcześniej na usunięcie piersi, by lepiej wypaść w swojej konkurencji (Leigh & Bonin).

Na szczęście żadne problemy nie zniechęciły Alice, która dzięki swojej charyzmie, po kilku latach przejęła dowodzenie nad pierwszą narodową federacją sportową kobiet (założoną przez mężczyzn) – Fédération des Societés Féminines Sportives de France. Jako jej prezeska otwarcie głosiła postulat dopuszczenia pań do wszystkich dyscyplin olimpijskich. Głównym argumentem Milliat było to, że rola odegrana przez kobiety w trakcie pierwszej wojny światowej wystarczająco udowodniła, że twierdzenie o „naturalnej słabości” płci pięknej mija się z prawdą (EHNE). Pomimo pewności w swoich przekonaniach, stało jednak przed nią nie lada wyzwanie. „Marie-Thérèse Eyquem, znana francuska historyczka sportu, która zdobyła nagrodę literacką za biografię Pierre’a Coubertina, powiedziała, że najbardziej wyraźna wrogość okazywana sportsmenkom pochodziła od członków męskich instytucji sportowych” (Leigh & Bonin). Nic więc dziwnego, że w 1919 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski, składający się w 100% z panów, nie dopuścił kobiet do udziału w lekkoatletycznej części Igrzysk w Antwerpii (EHNE).

Mężczyźni w ten sposób osiągnęli odwrotny efekt. Spodziewali się, że każde kolejne komplikacje jedynie zniechęcą buntowniczki i spowolnią proces emancypacji kobiet w sporcie. Było wręcz przeciwnie, decyzja MKOl utwierdziła Milliat w tym, że należy założyć Międzynarodową Federację Sportu Kobiet (FSFI). Doszło do tego 31 października 1921 roku w Paryżu. Organizacja działała prężnie, więc już w 1922 roku w stolicy Francji zorganizowała Igrzyska Olimpijskie Kobiet. Mężczyźni, widząc skuteczność działań Alice i wzrost znaczenia ruchów feministycznych, postanowili przejąć kontrolę nad zmieniającym się światem sportu. Przez dwa lata dwie organizacje – Światowa Lekkoatletyka oraz MKOl – próbowały dojść do porozumienia z członkiniami FSFI. Za cenę pojawienia się na stadionach lekkoatletycznych podczas IO w 1926 roku Milliat zgodziła się zrezygnować z nazwy „Igrzyska Olimpijskie Kobiet”, która była zbyt kontrowersyjna dla męskich działaczy. Uważali oni, że zawody tego typu nie zasługują na używanie słowa „olimpijskie” w nazwie.

Sukces kobiet okazał się połowiczny – wszystko przez członków kongresu Światowej Lekkoatletyki, którzy gwałtownie zareagowali na proponowane zmiany. Program kobiet został ograniczony w porównaniu do jego pierwotnej wersji. Mężczyźni doszli także do wniosku, że pięć dyscyplin zostanie dopuszczonych tylko na zasadzie „eksperymentu”. Jednym z nich był bieg na 800 metrów, który był najdłuższym dystansem jaki sportsmenki na tamten moment miały okazję przebiec. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że wyścig ten stanie się „punktem zapalnym” (Smithsonian Magazine), który spowoduje, że dystans ten będzie zakazany na igrzyskach aż do 1960 roku. Biegaczki, które podjęły się tego wyzwania, oczywiście nie zostały do niego tak dobrze przygotowane jak mężczyźni, dlatego na mecie pojawiły się zwyczajnie spocone i zdyszane. Widzowie zareagowali na ten widok z wyraźnym oburzeniem, od razu insynuując, że jest to zbyt duży dystans dla kobiet. Mało jednak kto zwrócił uwagę na to, że biegacze wyglądali podobnie po zakończeniu biegu. Dla kibiców nie miało to znaczenia, ponieważ zaistniałą sytuację od razu powiązali z przekonaniem, że kobiece ciało jest po prostu za słabe. Udowadnia to po raz kolejny brak jakiejkolwiek wiedzy w tamtych czasach na temat wpływu wysiłku fizycznego na zachowanie i odczucia człowieka, bez względu na jego płeć.

Bieg ten stał się doskonałym pretekstem dla wszystkich przeciwników tego typu aktywności fizycznej kobiet do rozpoczęcia kampanii oszczerstw. Prasa światowa używała ten incydent jako główny argument, iż należy całkowicie potępić żeńską lekkoatletykę (Leigh & Bonin). Co gorsza, największą satysfakcję odczuwali ci działacze olimpijscy, którzy od początku nie popierali tego pomysłu. Mogli oni doprowadzić do ponownego ograniczenia wolności sportowej kobiet, gdyż zawzięcie przypominali, że bieg był jedynie eksperymentem, który ewidentnie się nie powiódł. Ponownemu zakazowi udziału pań w biegach długodystansowych sprzyjał również fakt, że nowym przewodniczącym MKOl został Belg Henri de Baillet-Latour, który nie ukrywał swoich antyfeministycznych skłonności.

Warto zakończyć tę historię informacją o tym, jak potraktowano złotą medalistkę, Niemkę Karoline Radke-Batschauer. Kobieta nie została doceniona – wręcz przeciwnie, została upokorzona, gdyż „skrytykowano ją za zwycięstwo bez wdzięku obok grupy »biednych kobiet«, które nie mogły osiągnąć wymaganego poziomu ze względu na ich słabą kondycję i brak treningu” (EHNE).

Fot. SportMob, Archyde, Olympics

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie