
– My nie patrzymy na to, że w tym momencie mamy dziesięć punktów i otwierają się różne opcje. Dla nas najważniejszą opcją jest utrzymanie się w Metalkas 2. Ekstralidze – mówi otwarcie Paweł Piskorz, nowy menadżer Polonii Piła, który był gościem wtorkowego magazynu #LSD. Pod jego wodzą beniaminek Matalkas 2. Eskstraligi wygrał dwa ostatnie mecze i zaczyna spoglądać w górę tabeli.
Rafał Martuszewski: Odmieniłeś Polonię Piła. Na jak wiele rzeczy wskazałeś palcem, że są do zmiany?
Może nie, aż tak, że pokazywałem palcem co jest źle. Jeżeli chcieliśmy coś zmienić musieliśmy zacząć de facto od samych podstaw. Z tym torem bywało różnie. Postanowiłem coś zmienić i mam nadzieję, że to się sprawdzi, że dopasujemy się do toru, który przygotowujemy i będzie on naszym autem, a każdemu kto przyjedzie do Piły będzie ciężko. Potrzebujemy do tego treningów, a później nastąpi weryfikacja.
Sprowadziłeś do klubu Michała Curzytka. Zależało ci na tym transferze?
Michała znam już bardzo długo. Jak zaczynałem swoją przygodę w Rzeszowie był u mnie wypożyczony jako gość. Jego brat Bartek też był u nas w zespole, wiemy więc co ci chłopcy prezentują. Michał dość długo trzymał się w PGE Ekstralidze i miał ciężko, żeby zdobywać punkty. Bardzo dziękuję jeszcze raz Grzegorzowi Walaskowi i całemu Zarządowi klubu z Zielonej Góry za możliwość wypożyczenia Michała Curzytka. Michał zna mój charakter pracy, wie co jest dla mnie najistotniejsze. Ktoś powie, że w ostrowie zrobił mniej punktów, ale liczy się całokształt jazdy i to, co zrobił na torze. Punkty tego nie oddają, a zrobił kawał dobrej roboty blokując zawodników przeciwnych.
Drugą nową twarzą w zespole jest Andreas Lyager, który w Ostrowie wyglądał jak zupełnie inny zawodnik niż ten, który startował w Rzeszowie…
Co do Andreasa Lyagera to temat tu jest bardziej złożony. Tego zawodnika ściągałem do Rzeszowa przed tym sezonem, gdzie miałem być menadżerem. Życie potoczyło się inaczej, ale nie ma co do tego wracać. Prawda jest taka, że przed meczem z Łodzią byliśmy dogadani z innym zawodnikiem, ale dzień przed meczem zadzwonił Lyager i poinformował nas, że jest wolnym zawodnikiem. Wtedy zaczęła się walka z czasem. Telefony, papiery, kontrakty, tego było multum. Klub wykazał się bardzo dużym profesjonalizmem i udało nam się to dopiąć. Wrócił jak feniks z popiołów i punktuje, a to jest dla nas najważniejsze.
Patrząc na zdobycze poszczególnych zawodników wysuwam wniosek, że w Polonii Piła nie ma lidera. Zgodzisz się?
My jesteśmy jednością! Każdy zdobywa punkty, to też mogliśmy zobaczyć, co się wydarzyło w meczu z Łodzią, gdzie przed biegami nominowanymi cała góra miała po siedem punktów. To tylko pokazuje jak równa jest ta drużyna i jak każdy zawodnik dobrze punktuje.
Wasza pozycja w tabeli Metalkas 2. Ekstraligi napawa pilskich kibiców optymizmem. Celem jednak dalej jest utrzymanie?
Od początku takie były założenia i to jest główny cel. My nie patrzymy na to, że w tym momencie mamy dziesięć punktów i otwierają się różne opcje. Dla nas najważniejszą opcją jest utrzymanie się w Metalkas 2. Ekstralidze. Czy to się stanie z pozycji czwartej i awansu do play-off, czy w fazie play-down to cel się nie zmienia.
W niedzielę do Piły przyjeżdża ostatnia drużyna w tabeli. Plan na ten mecz?
Na pewno jestem szczęśliwy z tego, jak prezentujemy się w ostatnich meczach natomiast to zostawiamy z tyłu, bo przed nami „misja Krosno” w niedzielę. Uważam, że z tych dwóch meczów to będzie najtrudniejszy. Myślę, że na gościach będzie ciążyła ogromna presja, a my podejdziemy do tego meczu na luzie i ze spokojem. My będziemy się bawić, robić swoje i mam nadzieję, że znowu pokażemy, że Polonia Piła jeszcze nie zginęła, a przede wszystkim jeszcze nie spadła z ligi.
A jak zajmiecie 5. miejsce po rundzie zasadniczej to wybierzecie Krosno na dwumecz w play-down?
Na pewno nie.
Zobacz też:
fot. Jakub Barański / Polonia Piła