W swoich pierwszych dwóch biegach Artur Mroczka nie zdobył nawet punktu, ale trener Paweł Baran nie zdecydował się na Wiktora Kułakowa. Rosjanin ostatecznie nie pojawił się na torze w wygranym przez Grupę Azoty Unię Tarnów 47:43 meczu z Falubazem.

– Wygraliśmy mecz, więc ja na siebie nie patrzę. Za tydzień będzie lepiej, grunt, że Unia wygrała, jesteśmy z przodu w tabeli, nic tylko się cieszyć! – mówił na gorąco po meczu Mroczka.

Po dwóch zerach Artura Mroczki kibice w Tarnowie zastanawiali się dlaczego wyjeżdża on do swojego trzeciego startu, a szansy nie dostaje Wiktor Kułakow. – Rozmawiałem z Arturem i przekonał mnie, że będzie dobrze i było dobrze – zdradził Paweł Baran.

To samo po meczu powiedział nam sam zainteresowany. Zawodnik stwierdził, ze znalazł receptę na niedzielną wersję tarnowskiego toru. – Trzeba było od razu jechać do krawężnika! Dopiero później to zobaczyłem, bo trener pozwolił mi pojechać – zaznaczył Mroczka. – W pewnym momencie sam nie wiedziałem, gdzie mam wjechać, ale pomyślałem – dobra jadę do krawężnika i choćby nie wiem co nie odjeżdżam. To dzisiaj robiło punkty. I nawet kiedy pokonałem Dudka czułem, że kiedy tylko lekko się odsuwam on mi tam wjeżdża. Startu w sumie też nie miałem. Na treningu ćwiczyłem ten element i nawet jeden silnik „zajechałem”. Tego dnia pierwszy zacząłem trening i ostatni skończyłem. Nie wiem sam, ale myślę, że już w Częstochowie będzie lepiej, a za dwa tygodnie tutaj na torze zobaczycie mnie w super formie – oznajmił z uśmiechem.

Powodów trudności z dopasowaniem żużlowiec nie upatruje w małej ilości treningów na własnym torze, choć tarnowianie przed startem rozgrywek zaliczyli ich tylko trzy. – I tak dużo trenowaliśmy. A dlaczego tak słaby wynik? Trochę ten tor zmienił się jednak po zimie i są nieco inne ścieżki. Załapałem je dopiero w trzecim i czwartym swoim biegu. Ten tor zrobił się tak jakby na nowo i to się wszystko jeszcze musi tutaj poukładać – stwierdził Mroczka.

Niewątpliwy sukces beniaminka PGE Ekstraligi to zasługa duńskiego duetu Bjerre – Pedersen. – Nawet nie jestem zły o swój wynik. To jest żużel, pierwszy mecz w dodatku bez sparingu. Myślałem, że jest dobrze, ale jak się tak myśli to jest niedobrze. Nie przejmuje się tym, bo boss Nicki Pedersen i kapitan Bjerre zrobili nam robotę. Nic tylko ich kochać, jechać do domu i odpocząć – zakończył Artur Mroczka.

fot. Janusz Tokarski

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie