Janusz Kołodziej: w niedzielę wszystko zaczyna się od nowa

Janusz Kołodziej

Piątek 13-tego bardziej szczęśliwy dla Fogo Unii Leszno. Pierwsza odsłona finału PGE Ekstraligi zakończyła się wynikiem 43:47 i bardzo zbliżyła żużlowców Piotra Barona do trzeciego z rzędu złota. Kapitalny mecz rozegrał Janusz Kołodziej, który pięciokrotnie mijał metę na pierwszej pozycji. – Bardzo się cieszę, że przede wszystkim wygraliśmy to mega trudne spotkanie – powiedział jeden z najlepszych polskich ligowców.

Wychowanek tarnowskiej Unii w piątkowy wieczór był bezbłędny. Idealnie spasowany motocykl i przede wszystkim świetne starty pozwoliły mu na zdobycie kompletu punktów. – Mój motocykl naprawdę fajnie wyjeżdżał ze startu i po prostu wiózł mnie do mety. Ja się go trzymałem i jechałem dalej – stwierdził Kołodziej. Wspólnie z Emilem Sajfutdinowem i Dominikiem Kuberą zdobyli łącznie 36 punktów (!). Dla pozostałych zawodników z pewnością nie były to aż tak wymarzone zawody. Trzeba jednak przyznać, że ich punkty okazały się niezwykle cenne. – Cała drużyna naprawdę się starała i robiła co mogła. Udało się wygrać to spotkanie. To jest dla nas najważniejsze. Było widać, co się dzisiaj działo na torze. Naprawdę wykonaliśmy dzisiaj dobrą robotę – oznajmił Janusz Kołodziej. Pomimo tego, że leszczynianie wyjechali z Wrocławia z czteropunktową przewagą, dla lidera Fogo Unii wynik nadal jest sprawą otwartą. – Gdzie tam. Jesteśmy na półmetku. Wszystko w niedzielę za tydzień zaczyna się od nowa – skwitował.

Czy da się wygrać mecz, gdy dwóch prowadzących parę zdobywa łącznie 9 punktów? Jeżeli mowa o drużynie leszczyńskiej to z pewnością tak. Fogo Unia Leszno po raz kolejny pokazała, że jest drużyną kompletną. – Atmosfera jak widać jest bardzo dobra. To nam sprzyja. Wszyscy czujemy się mega dobrze w naszej drużynie i chcemy dla siebie jak najlepiej. Dla naszych kibiców, dla prezesa, sponsorów. Po prostu fajnie się to wszystko układa. Mamy tak dobre warunki stworzone do jazdy, że możemy się spokojnie na tym skupić. Jeżeli mamy jakiś problem to wszyscy sobie pomagają – pochwalił atmosferę w drużynie Kołodziej, który w PGE Ekstralidze jest Panem, a w SGP idzie mu czasem jak po grudzie. Z czego to wynika? – Na niektórych torach po prostu nie potrafię jeździć – rzucił wprost, podkreślając, że jego największą bolączką jest jazda na krótkich torach. Na jego nieszczęście ostatnie trzy rundy Grand Prix odbyły się w Malilli, Teterow i Guestrow, gdzie zdobył zaledwie 6 punktów. – Ktoś wyczaił że mam dłuższy hak. To zmieniłem. Cały czas próbuję. Mam treningi na niektórych krótszych torach, chociaż nie są one jakoś super dostępne – zaznaczył. – Teraz mam w planach jechać do Lginia. To jest naprawdę krótki tor. Dziękuję bardzo Panu Tomkowi za to, że stara się udostępnić mi ten tor. Pojeżdżę, może coś to pomoże – dodał.

Kołodziej zdaje sobie jednak sprawę, że rozwiązanie problemu może wymagać dużej ilości czasu. – Nie oczekujmy jednak cudów. W tydzień nie nauczę się jeździć na mega krótkich torach. Staram się, naprawdę chcę, zależy mi, ale to jakaś taka moja przypadłość – zakończył leszczyński bohater piątkowego finału PGE Ekstraligi.

fot. Ewelina Włoch