Po mojemu (12): czego spodziewać się po 2020?

Długo mnie tu nie było. Mało brakowało, a w tak pędzącym wokół własnej osi świecie umknęłaby mi nawet zmiana liczby w kalendarzu. Czas biegnie nieubłaganie szybko i jeśli nawet z reguły każdy z nas uzna to za fakt nieco przygnębiający, to ma też on swoje zalety. Wszak do kolejnego sezonu żużlowego jest coraz bliżej. A będzie się działo.

Patrzyłem dłuższą chwilę na słynnego na całą Europę “Sylwestra Marzeń” i naszła mnie dziwna refleksja. Polacy to taki wspaniały naród, który wolne chwile często poświęca na swoje disco polo i swój przekochany żużel. To jasne, że jedno i drugie ma swoich zwolenników i przeciwników, ale obie rozrywki – nie oszukujmy się – potrafią porwać tłumy. Jeszcze tylko nie wiem, kto w polskim speedway’u mógłby być takim Zenkiem. Może jakieś pomysły? 😉

Nowy rok, nowe nadzieje. Tak pewnie pomyślało wielu z nas, budząc się gdzieś w noworoczny poranek noworoczne popołudnie. Jeśli chodzi o czterokrotną jazdę w kółko, tych nadziei nie ma aż tak wiele, ale są za to całkiem realne oczekiwania, co do tegorocznych zmagań. Końcówka ubiegłego sezonu i 2019 roku przyniosła nam, niejako na złotej tacy, kilka naprawdę ciekawych rozwiązań i wydarzeń. Idąc zatem od najwyższej klasy rozgrywkowej, chciałbym, żeby beniaminek ze śląska namieszał. Nie przez kolejkę, czy dwie, nie jednym, czy drugim spotkaniem, ale podobnie jak Speed Car Motor w 2019, tak PGG ROW Rybnik niech narozrabia w PGE Ekstralidze w 2020. Co do samej ligi, moje oczekiwania w ogóle są ogromne. Nowa tabela biegowa, przynajmniej na początku kampanii może pomącić w głowach ekstraligowych taktyków, a być może nawet uwidoczni, kto tak naprawdę jest w tej dziedzinie arcymistrzem. No i jest Fogo Unia Leszno. Nie, żebym życzył tej fantastycznej drużynie źle, ale chciałbym, żeby po prostu wygrywała mniej, a emocje i walka o pierwsze miejsce w rundzie zasadniczej trwała do samego końca. Inaczej znów, niczym przelot komety Halleya, będziemy traktować remis leszczynian w Grudziądzu.

Nice 1. LŻ ma już nie być Nice, ale i tak będzie przyjemna dla oka. – Wszystko jest na styku, ale to dobrze. To zapowiada nam emocje do samego końca rywalizacji. A kto wie? Może i uda nam się awansować do pierwszej czwórki? Nie pompujemy się, chcemy wygrywać, chcemy cieszyć się jazdą i cieszyć nią naszych sponsorów oraz naszych kibiców – mówił mi w trakcie ubiegłego sezonu Tomasz Gapiński. No i dopięli swego, wprowadzając TŻ Ostrovię do finału ligi. Takiego sezonu życzę sobie i tym razem, choć na zapleczu elity “pobyczyć” chce się Apator Toruń. Mimo wszystko liczę, że aż tak łatwo Aniołom nie będzie. No i będą derby! Polonia to dla mnie zagadka, ale któż prócz wspomnianych spadkowiczów z PGE Ekstraligi nią nie jest?

W drugiej lidze ciekawostek co nie miara. Wraca żużel do Rzeszowa (choć z tarnowskim zaciągiem), a do polskiej ligi z zachodu przywędrowała kolejna wataha wilków. Tych niemieckich. Renat Gafurow i Tobias Busch to może nie nazwiska, które budzą strach wśród rywali, ale występy drużyny zza Odry na pewno będą przyciągać uwagę. Namieszać mogą także polskie Wilki, których ‘osobnik alfa’ niedawno zapowiedział, że w ciągu kilku lat w Krośnie może pojawić się PGE Ekstraliga. Każdej drużynie tego życzę, choć pamiętam też pewnego jegomościa, co chciał ją w 3 lata mieć, a i nawet zaciąg amerykański się pojawił. Marzenia się ulotniły, bo jak śpiewała niegdyś Shirley Bassey w tytułowym utworze do filmu z Jamesem Bondem, tylko “Diamonds are forever”.

A co z resztą? Liczę na Bartka Zmarzlika. Cholernie na niego liczę, podobnie jak na to, że w plebiscycie Przeglądu Sportowego będzie na podium. Chcę, żeby ten chłopak zdominował światowy żużel przez najbliższe lata. Ten gość imponuje mi profesjonalizmem, swoim podejściem do życia (nie tylko do żużla, ale życia w ogóle) i ambicją. Niech się darzy i jemu, i wszystkim innym.

A jaki rzeczywiście będzie ten 2020? Pożyjemy, zobaczymy, jak mawiają… wszyscy. Byle ci wszyscy byli po prostu zdrowi.

fot. Róża Koźlikowska

Jesteś offline. Połącz się z siecią i spróbuj ponownie